Najnowsze Wpisy

Tewu Komentarze (3)
20. września 2003 20:53:00
linkologia.pl spis.pl

Oto coś na temat squadu Tewu!!! Sprawdzcie mp3 na stronie www.tewu.plNa świecie pojawił się na początku lat 80-tych, na Świonach. Jakiś czas po tym niesłychanie wspaniałym wydarzeniu, kiedy już zaczął rozróżniać kolory, a ręce kształtowały się na dłonie prawdziwego budowniczego;

mały CABANOS zapragnął klocków "Lego", lecz dobrze wiedział, że będzie z tym trudno.

Na dzień dzisiejszy nie chce o tym mówić z nie do końca jasnych powodów (z niepewnych źródeł wiem, że robi mu się przykro, gdy w jego towarzystwie mówi się o klockach).
W szkole podstawowej miał dobre zadatki i był w pełni przekonany, że w przyszłości zostanie koszykarzem.

W tamtejszym czasie również miał wiele marzeń. Jednym z ważniejszych to adidasy na nogi.

Jak wspomina "zalążkiem tego marzenia były niegdyś oglądane przez niego mecze NBA na dwójce czy jedynce", sam nie pamiętam. Gdy po naprawdę bardzo długim okresie wyczekiwania dostał buty

przypominające z wyglądu obuwie sportowe, jego głowa wbrew pozorom opuszczona była w dół.

Mianowicie C. PION tak zafascynowany azjatyckim produktem cały czas na nie patrzył, nawet gdy chodził

(żyje do dziś i do dziś buty stanowią dla niego ważny element ubioru).
CHAM-PION, jak wspominałem pochytał operowanie kolorami, dlatego w owym czasie, wraz z kolegami stawiał

kreski na świętochłowickich murach (w tym momencie kazał wszystkich pozdrowić- YO!!!) jak sam mówi

" na tamten czas były to dobre początki świętochłowickiego graffiti "
Następny fach opanowany w jakimś stopniu przez CHAMLETA to "obróbka termiczna żywności".

CHAM uwielbia te czynności i często porównuje je do życia; mówi cyt.:

 "Z życiem, jak z pieczeniem; raz wyjdzie dobrze a innym razem zakalec i dupa zbita".
Oczywiście przez cały ten opisany wyżej okres CHAMSKYY nie zapomniał o muzyce. Słuchał i do dzisiaj słucha

 duże jej ilości. W jego krótkim jeszcze czasie egzystowania uważa, że to właśnie ona w dużej mierze kształtowała jego wnętrze. (jak różna muzyka, tak może stąd nieraz dziwne zachowania CHAMA).

Obecnie, jak mi powiedział chce dawać z siebie ile tylko Boża Fabryka dała: grać tak i tak i nie tylko..........

 


 
Yo! Padło na niego kiedy to 24 lata temu wygrał pierwszy wyścig, tak jak każdy zawodnik ma to szczęście śmigać po tym świecie .Dalej wszystko toczyło się normalnie ,szkoła ,jaja na zajęciach ,po zajęciach obite mordy ,polska rzeczywistość kiedy to do głowy uderzają czasem naprawdę głupie rzeczy i nikt na to nic nie poradzi jeśli nie chce, czasem odreagowywał zostawiając swój nadmiar sił na boisku do kosza wylewając przy tym litry potu. Świony-Granitowa to dla niego 17ście lat życia z matką, dla której jak sądzi zawsze będzie miał wielki szacunek. Lata 90-te szczepionka na rapa zostaje przyjęta, cały ten okres to lata nauki i nieustannej walki. Tuwandaal to jego pierwsza konkretna zajawka na rymy ,wypady z Donem z na przeciwka na ławki,

domowe nagrywki, w efekcie demówka i lokalne koncerty. 94 rok -powstają jedne z pierwszych obrazków

na śląskich ścianach ,następnie 96 -pierwsza blacha i od tego czasu stało się to jego twardym narkotykiem

od którego nadal jest uzależniony,"BW2" to początek zorganizowanej grupy co dalej przekształca się na jazdę "Us"{98 rok} Undegrandowe podejście dało mu zupełnie odmienny pogląd na to całe gówno ,Yo!
 

 

 


Spidi-lat 22, urodzony w Starachowicach. Od wczesnych lat życia do głowy wchodziły mu różne rytmy, aż

w końcu na dobre zaraził się rapem i tak mu już zostało. Najmłodsze lata spędził jak każdy dzieciak pod blokiem

przy ul. Kościuszki, przy której mieściła się wtedy Izba Wytrzeźwień , z której z racji młodego wieku nie miał

okazji skorzystać. Lekcje w podstawówce, po nich czasem solówki do których nikt z otoczenia nie miał prawa

się wtrącać, i za to Spid je lubił. Pierwsze rapy sam zaczął składać w 95 roku.

Dobrze wspomina okres robienia podkładów na 8-bitowej Amidze, a po pojawieniu się Fast-Trackera na PC

robienie bitów stało się dla niego chorobą. Od zawsze inne podejście zaszczepione przez kuzyna, mobilizowało go do robienia nawet najchujowszych produkcji, kosztem robienia ich po swojemu i od serca.

Potem kilku zwerbowanych nawijaczy, z których żaden zbyt długo się nie uchował, „trudno potem jeden z drugim będzie żałował” powtarzał Spidi i dalej robił swoje gówno.

Nową siłę wyczuł w Skarżysku–Kam, gdzie nowi pomysłowi kolesie zaczęli wyrastać jak grzyby po deszczu,

Twoja Stara Smaży!! YO!! Życie toczy się dalej, pierwsze kroki postawione w pro-studiu dają mu jeszcze

większy zastrzyk mobilichy.

Wielki szacunek dla obywatela G.G za wsparcie Spidi będzie miał do końca swoich dni.   

 

 

Dono urodzony 01.05.78 w Chorzowie

                                                         Wariat o dwóch twarzach.
Dzieciństwo spędził w jedno pokojowym mieszkaniu na ul.Truchana w jednej z najuboższych dzielnic u boku matki, ojca, brata i babci. Nieświadomy sytuacji finansowej i trudnych warunków bytowych, cieszył się życiem

które nie było dla niego łaskawe. Z biegiem lat praca ojca i matki przyniosła upragnione profity, budżet

rodzinny wzrósł o kilka zer, rodzice zakupili mieszkanie w Świętochłowicach i tak oto miało powstać szczęśliwe

życie naszego bohatera, niestety i tym razem los się nie uśmiechnął, odejście ojca doprowadziło do kolejnych

problemów, nie wystarczało na czynsz, na podstawowe środki do życia, totalny dół. Ucieczki ze szkoły,

choroba i w końcowym rozrachunku przerwanie nauki. Wszystko na barkach kochanej matki. 

Świadomy tego Dono, postanowił oszukać przeznaczenie, szkołę stopniowo kończy i zarabia na życie jeżdżąc

po koncertach, ma wciąż nadzieje że los się odwróci i muzyka da mu szczęście, które go ominęło.

W 1998 roku w Tychach przyszedł na świat jego syn Tobiasz, do normalnego życia brakuje tylko zapewnienia

dziecku i wybrance własnego domu. 

Rodzina i prawdziwi przyjaciele pomagają przetrwać w trudnych chwilach, gdyby nie oni jak sam twierdzi nie byłoby go wśród nas.

 

 


 
Nedziol "N" - syn Mieczysława i Jolanty .Ż. ur.21.07.1981 w Świętochłowicach .obecnie zamieszkały 

w Katowicach ,obywatelstwo polskie wykształcenie zawodowe z zawodu mechanik samochodowy, 

nigdzie nie zatrudniony pozostający na utrzymaniu matki ,bez majątku ,podlegający ewidencji WKU 

w Katowicach -nie karanego ,- przebywającego na wolności, -zatrzymanego dnia 07.09.2002.r. 

ok. godziny 00:30 w Katowicach by stwierdzić prawdomówność i swój udział na płycie TEWU.

Pan "N" wychowany w rodzinie pracującej .Pierwsze ruchy głową do śniadania w rytmie czarnej muzy

zanotował mając 4 lata, zamiast tak lubianego w obecnych czasach przez niego piwa w usta pakował trunki

wielowitaminowe {kuracja wpływa na jego zdrowie do dziś}. Czas mijał ,z małego "n" powstało durze "N" ,

"N" nie do upilnowania ,buntownicze nastawienie do świata zewnętrznego prowadziło małymi kroczkami 

w kierunku centrum Katowic,jak wiadomo centra każdego wielkiego miasta kryją w sobie wiele interesujących

miejsc ,lecz to nie na deske nie na rolki skupiał uwage ,uwage skupiał na dwóch miotających się kolesi ,jak się

potem okazało liderów grupy Tuwandaal {obecnie TEWU}. Jego stosunek do życia z góry określił przydatność

do grupy.
Z reguły to człowiek o bardzo nerwowym usposobieniu ,zasadowy ,z dystansem podchodzący do nowo poznanych osób , charyzmatycznie dążący do celu .
  

 

nawijka : :

Słowo na margines!!! Komentarze (4)
09. września 2003 21:22:00
linkologia.pl spis.pl

Jeżeli odkryjecie jakies blędy to informujcie mnie!!!!

nawijka : :

Teksty Pejki do Na legalu? Komentarze (3)
09. września 2003 21:20:00
linkologia.pl spis.pl

Peja/Slums Attack - Być nie mieć

Ski Skład
Parę hien w życiu namawiało do kurestwa
Jak myślisz, co wybrałem, być nie mieć to moja kwestia
Jak najdalej od takich, którzy chcieli by dorobić
Jak pasożyt się podłączyć do umiejętności twoich
I ssać by chciało, widzę takich, to mnie czyści
Z twojej ciężkiej pracy chcieli by mieć korzyści
Przydupasy, podłączki, uśmiechy, uścisk rączki
Branżowi ocieracze przyczepiają się jak rzepy
Propozycję warte grzechu, opcja na rok te tandety
Zaróbmy parę groszy, wspólnie zróbmy coś fajnego
Zawsze powiem wypierdalaj, jeszcze nie wiesz dlaczego?
Na ty to mów kolegom bo ja do nich nie należę
Chociaż kwiczę i leżę to chałtury się nie chwycę
Grzecznie też umiem odmówić, nie dociera, to zaryczę
Kocham muzę nie banknot, hajs mnie nie zdegenerował
Jedynie zła ulica i berbela żołądkowa
Kontroluję swoje ruchy jak odprawa paszportowa
A tych paru chce przemycać, jakieś brudy wnieść na pokład
Zagraj koncert w jego ciuchach a współpraca będzie dobra
Tych kilku drobnych cwaniaczków, pseudo promotorów popatrz
Kombinują jak rap sprzedać i za niego skasować
Pod przykrywką promować, nawpierdalasz się do syta
Tylko nie z mego koryta, być nie mieć jesteśmy kwita
Oto kolejny cytat z kolejnego klasyka
Bez pomocy i ryzyka, że ktoś słucha i rzyga
Że ktoś patrzy i pluje, wiedz, że dobrze tu główkuje
Z kim trzeba się umówię, trzymaj się ode mnie z dala
Podejmuje decyzję na które godność mi pozwala
A hieny żrą ochłapu psując nam wszystkim opinie
Ich czas niedługo minie, mówię swoim w rodzinie
Być nie mieć to brzmi naiwnie, inaczej nie dam ci przeżyć
To jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć
Być nie mieć

Ref.: Być nie mieć to odwieczny dylemat
Być nie mieć my we dwóch coś na temat
Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2

Kolejny dzień tygodnia, który ciężko się zaczyna
Siódma trzydzieści czas do pracy się zbliża
Zmęczone oczy moje i zawsze wredna mina
Przed siebie idę twardo, żeby do piątku wytrzymać
Gdzie leży przyczyna, że pieniędzy wciąż za mało
Więcej by się chciało i niech w końcu by się stało
Ale nigdy nie posłuchał podpowiedzi jegomościa
Który z mojej muzyki będzie robił sobie hity (obciach)
Wejdź do studia, ja przeliczę jakie przynosisz profity
Wolę z Peją się ustawić, żeby bity poukładać
Wolę z Decksem w domu wokale popoprawiać
Potem wsiąść do bany, bez biletu ale z wiarą
Że to co robię będzie lepszym się stawało
A dla ciebie to za mało, mówisz że się nie cenię?
Najważniejsze są pieniądze, ale nie na mojej scenie
Wole, żeby ten kto słuchał to co robię docenił
Żeby tylko mi powiedział: żebyś Wiśnia się nie zmienił
Bo dobrą idziesz drogą i kumple ci pomogą
Żebyś doszedł do celu jak doszło już wielu
A gdy wreszcie już tam będziesz pieniądz też tam czekał będzie
Wtedy tego jesteś pewny, że zawdzięczasz wszystko sobie
I każdego dnia to wspomnisz obmyślając plany nowe
Jaka ciężka była droga, lecz odwagi ci to doda
Być nie mieć, Ski Skład, Wiśniowy oto moje dla was słowa

Ref. x2
Peja/Slums Attack - Głucha noc

Ref.: Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

[Medi Top]
Słuchaj to, sprawdź to, to Peja z Top Medi
Top Medi, Mientha krew za krew, połączenie stref
Nocna rozpierducha to nie blew
I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
Czasami jest taka nuda, że dłubie się w nim
Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
Przez biznes porażony w tym mieście jak gro
Każdemu lencenowi w mordę pluję
Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
I tak wokoło pełno geji pizga fuckie
A sam se biegam, ciągle biegam, biegam
Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PZP
Czekam to na ciebie, od razu dżejkiem cię skasuje
Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
A oni reprezentują mnie
Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
Bo ciągle klepie biedę
Samoobrona w kieszeni za zawsze na bicie
Niosą mnie dzieciaki pogrążone w gniewie
Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartcę uchwycę
Moje ukochane brudne ulice
Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak

Ref. x2

[Peja]
Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
Patrol interwencji fucha, zakuć nas, przetransportować
Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
Szybki dojazd na aleję, diabeł w ryj mi się śmieje
Myślę sobie oszaleje, mają kolejne zgłoszenie
Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
Nie świadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
Głucha noc sto procent zakazane owoce
Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
Obrazy, trasy znam na pamięć większość
Wariat udowodnię męskość, szaleństwo, noce piekło
Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mientha słuchaj
Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba

Ref. x2

[Mientha]
Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
Mientha many many, bez szacunku niedoceniany
Bajecznie nawdychani i chuj WueRDe puenta
Splifar pora zaklęta
Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
Co się liczy, to się liczy co ci minę to nie zginie
Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
Następny dobry bandyta i WueRDe dragni
Na głowie mam to znani, bestialski wzrok
Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
A mefistofele, przyniosę twoim cierpieniom kres
Nie przespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest

Ref. x4
Peja/Slums Attack - Głucha noc

Ref.: Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Peja/Slums Attack - I moje miasto złą sławą owiane

Poznaj miasto moje
Tak Wiśniowy nas wspiera
Trzeba rade dać
Bo dla niego coś na temat
Złą sławą owiane
Aż tak nie jest przejebane
Bo nawet w naszym mieście jest zajebisty balet

A, Drużyna A
Uważaj szybko stary, jeśli nie chcesz mucki
To jest nieludzki, wielkopolski trójką bermudzki
Mamy pojebane mózgi, wole gangsterskie fanaberie

Flaga, na niej wściekły bulterier
Atmosfera walki w tle

Z automatu serie
Całe lata w twoich oczach widzę tą scenerie
Konflikty, strzelaniny, wojny, powiedź to ci się śni?

Idź wypożycz se film jeśli koniecznie pragniesz krwi

Najważniejsze, żeby gęsta piana ciekła z ust
Obracała w gruz rzeczy dobre, właśnie to jest twój gust?
Kręci cię jak biust po przeróbce, rób se nadzieje złudne

Poznań to nie wyspy bezludne

Co za trudne, się przyzwyczaj

Dziesięć, dziewięć, osiem

Dalej nie odliczaj

To nie nasz obyczaj, nie kryminał
Nie Soprano rodzina

Ślina osuszona fanów wrzawą
W mieście obarczonym złą sławą

Z konfliktu jednostek warto zrobić wielką wojnę
Zatoka Perska wielkopolska, manewry zbrojne
Fama idzie w miasto, opcja polska, poligon morawsko
WLKP pod napięciem, plan odnosi fiasko
Trzeba wytłumaczyć jasno, HWDP dla ścierwa
Telefon to beret, a gnaty, fety, torba pełna
Zachód polski gra na nerwach, wieczna wojna, nigdy przerwa
Armia Poznań bataliony hadeo to rezerwa
Żyjesz tą legendą (żyję), jak zegar stoisz w miejscu
A czas ucieka, szybko, szybko wszystkie famy zniknął
Lepiej weź poprawkę cipko na akcję wyjebane
Emcedwa, strefa Poznań, miasto złą sławą owiane

To nie fikcja poznańska koalicja trzyma sztamę
Cele te same, łak MC pisz testament
Bo Meith tu jest, luz blus spryt lisi
Chcesz mnie zatrzymać, nie starczy ci sił
Ja tu tworzę ustrój, cały świat mam u stóp
Siłę mózgu przeciwstawiam sile muskuł
Nie jestem sam, ze mną cała banda
Rapu wysoki standard i wspólny sztandar
Zjednoczeni pod poznańskim herbem
Ty chcesz wywoływać ferment, ja uderzać jak werbel
I zrobić coś wartościowego dla swego miasta
Wielkopolska ekspansja, czas nastał, uszy nadstaw

Ref.: I moje miasto i moje miasto
I moje miasto złą sławą owiane x4

Pies jest więc zejdź mi z drogi
Trzy kroki w tył pókim dobry
I co powiesz na dzień dobry
Jeśli chcesz agresji
Narusz teren tej posesji
To moje więc tego bronie
Ono tonie, ja też tonę
Płonie, będę nadal tam stał
Grał i śmiał ci się w ryj
Szczerze szczerząc swe kły
Bo wy macie więcej hajsu niż my
Zalew takiego szajsu jak wy
Łyknę zaraz naraz bez popity
Wasze zdrowie bo mojego szkoda
Więc lepiej nie piej koguciku o niedzieli bo w sobotę
Te twoje dziengi to potęgi n-tej zostaną ci wzięte
Po koncercie w mieście pod napięciem
Uwierzcie, duże napięcie, setki watów i wariatów
I gramy głośno, mocno choć to sprawdź to, posłuchaj
Eskulap, MO, Blue Note to tutaj jest luta
Mamy pyry giri skitki, mamy bany
I w wagonach kilogramy kukabany przemycamy
Mamy małe mocne polskie, piwo z kokainą
A ty sraj tym swoim importowanym aj
Pedale bez jaj, kurwa jaki to jest kraj
Rozpoznaj nas Hans, 52, Poznań
Zapisz, zapamiętaj, doznaj
Ten bit eswek oddaj lub się poddaj
Przyjmij to, takie są zasady
Nic nam nie zrobicie bo nie dacie nam rady
Ta, wreszcie ktoś się nie bał i zajebał
SLU a teraz na legalu ale nigdy na sprzedaż
Kapiszi, czy ma być wpisik?

Ref.

Południowy centrum pakt, bo to jest traktat
Południowy centrum pakt
Południowy centrum pakt, bo to jest traktat
Południowy centrum pakt

Poznaj moje miasto złą sławą owiane
Na południu centrum pakt gdzie wredne ryje
Nom dobrze obgane, modne telefony
W świecie gdzie nie liczy się nic oprócz mamony
Ja do strzału skory
Pięć godzin snu i pod oczami wory
Kocham to miasto bo tu się urodziłem
Tu pierwsze jaranko, pierwsze bójki
Tu pierwszy raz z ekipą Martini piłem
Tu mnie hip-hop trafił, tu pierwsza złamana miłość
Kiedy do księżyca wyłem, kiedy w stylu tyłem
Bo styl mój, obszerny, gruby
Nigdy krótki jak smak gumy Hubby Bubby
A dla ciebie nie ma nic przyjemniejszego
Jak wpadka do kieszeni nowej stówki
Dalej z braćmi lecę
Sto trzydzieści dwa uderzenia na minutę
Obojętnie gdzie bym nie był i co bym nie robił
Prezentuje lute, pokój miastu
Gdzie duch da ma troje i same łby zakute
I same łby zakute, ble

Złą sławą owiane, poznaj moje miasto
W kilku słowach streszczę jasno
Znam je jak kieszeń własną
Gdy latarnie w parku gasną
Tu rodzony, tu wieczności wrota się zatrzasnął
Póki co jestem, Lamzaz z podziemnym atestem
Dzień jak co dzień, częste chmury gęste
Żadnej łaski, w siłę rośnie PC poznański
Warty hip-hop nad warszański, czujesz kopa?
Szacunek ludzi, miejsce na wagę złota
Lamzaz lokalny patriota
Nie padnę na dechy jak z Lenoksem Gołota
Wieczne za BueLe nie raz nastawie karku
Jak Senne Oko mówi żyć i umrzeć w PC parku

Moje miasto złą sławą owiane
Tu byłem, będę i tu zawsze zostanę
Parku południowa strona
Tu jedna miłość ciągle żywa
Szarość dnia rozmywa, czasem ciężko bywa
Bo to pieskie życie
To, że Poznań żyje słyszysz na płycie
Proste słowa dają do myślenia
Okolica się nie zmienia, ale ludzie tak
O reputację trzeba dbać
Za daleko doszliśmy, żeby dupy dać
Skuci w te same kajdany gdy omijane many
Dajemy to co prawdziwe, marzenia ciągle żywe
I możliwości wielkie, żaden pysk nie mięknie
Wiele lat za nami, ale czasu nikt nie liczy

Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
Dla nas imprezy najlepsze (miasto Poznań)
Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
Co się dzieje tutaj streszczę (miasto Poznań)
Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
Dla nas imprezy najlepsze (miasto Poznań)
Znam jedno takie miejsce (miasto Poznań)
Co się dzieje tutaj streszczę (miasto Poznań)
Znam jedno takie miejsce

Gdzie najgłośniej bity słychać
Gdzie najlepiej gra muzyka
Gdzie technika ma znaczenie
W sercu miasta siła drzemie
Gdzie wybija się podziemie
Tu gdzie MC są na scenie
Tu jest najlepiej, znów powtórzę wyrażenie
Gdzie najlepsze są imprezy
Gdzie najwięcej jest nagrywek
Gdzie podziemne studia rodzą
Rzeczy, które kraj okrążą
Gdzie powstają rzeczy które
Niezależnie tworzą scenę
Tu jest najlepiej, znów powtórzę wyrażenie

Weź podbij do taty, tata prawdę ci pokaże
Całą prawdę, tylko prawdę i nie tylko tatuaże
Jak one mnie nie zmażesz, SLU gang dla Poznania
Od teraz nawyki, styl rozpoznawany dla was
I jeszcze wstecz trochę cofam się by wspomnieć piekło
Od P do N z kreską, nie przyglądaj się tym wersom
Nie porównuj swoją wersją, proste masz liryczny wpierdol
Dla wszystkich niedowiarków, którzy dali notę mierną
Dla wszystkich niedowiarków, nie zdejmuję sztangi z barków
W czasie ostatnie serii, dziki zachód tu na prerii
Bez zaliczkowej premii atakuję cały Allstar
Nie wypowiadaj się zanim nas nie poznasz
Zanim nie usłyszysz oto poznańskie podziemie
Masz skurwysynu scenę, która nie istnieje
Do mnie należy zadanie jej nachalne promowanie
Jak składy teraz są w klanie, czas podnosić poprzeczkę
Zjednoczony Poznań, a nie miasto pod napięciem
Bo to było by przegięcie jak literówki w tekście
Znowu kpiny w mieście, obronię się nareszcie
Dziwi cię, że źli, zdziwiony tu wykręcasz minę
Dziękuję Allstarowi, że nikt z was nie jest kuzynem, kuzynem

Ref.
Peja/Slums Attack - Kolejny stracony dzień

[Peja]
Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą
Jak Seta wrzuty luty na poznańskich wagonach
Tak cieszy każdy ranek jak z kobietą w ramionach
Zasypiam się i budzę, przy muzyce się nie nudzę
Przyjaźni nie zmieniam, na pieniądze nie zamieniam
Nie przeliczam, idę dalej, wiadomo nie ma lekko
Chłopaków pies porobił i penitencjarne piekło
Jeb to, jeb to dla rządowych instytucji otwarta nienawiść
Kurwo nas nie możesz zabić
SLU, onomato, słowem walczę, piach pod butem
Tutaj biedne społeczeństwo zagra pod życiową nutę
I dlatego co ma lute, innych rozwiązań nie szukam
Dla kobiet też coś mam typu dziwka czy suka
Zwady nie szukaj, chcesz mieć bezpośredni kontakt?
Dobrze ruszają się biodra, pełne usta, twarde cycki
Codzień szukają rozrywki, potem obolałe cipki
W rytmie tej samej melodii, pod dyktando tej modlitwy
Wielokrotnie przełożona siostra Boga się nie boi
Posłuchaj mnie dziecinko, w ten sposób nie zarobisz

Ref.: Znów kolejny dzień ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej
Jak na razie do tej pory życia swego zmienić nie chce x2

[Peja]
Albo radę damy, albo jak tynk odpadamy
Stare mury, stare bramy, kamienice dobrze znamy
Piwko na prześwicie, toczy się jeżyckie życie
Żadnej diametralnej zmiany, ty myślałeś, że co mamy
Co, willa i basen ukoronowaniem pracy
Na razie nic z tego, to marzenie wiele znaczy
To dużo tłumaczy, chwila moment i uciekasz
Kładziesz podpałkę pod grilla, z drinkiem na swych ziomków czekasz
Sprawdź wodę w basenie, jakieś twarde suty wyszczym
Bo to co zobaczyłeś zdało ci się tylko przyśnić
Ciepły jesienny wiatr rozwiał wszelkie wątpliwości
Fata kurwa ta morgana, czas wyskubać oszczędności
Dwa trzydzieści mam na Pilsa, niby chuj, ja go fu
Typy piją słodką lu, dzieci wracają ze szkół
A przed skrzyżowaniem, niedaleko tuż pod trójką
Jakiś typek z komórką umawia się z maniurką
Mijam go, przycinam, e zadyma, gejsza mięknie
Obchodzi mnie łukiem, ja uśmiecham się pięknie
Konkret rozbujany, gonię holendra siódemkę
Przesiadam się na rondzie, co za upał, mokre spodnie
Nie czekam na neoplan, pod relaks z buta dojdę
Tranzy, tranzy, wyłącz bo mnie sygnał tłamsi
Alarm wibracyjny, odebrałem message ważny
Myśli się spiętrzyły no i koniec wyobraźni
Widocznie dzień nie dobry na wolno stylowe jazdy
Z lekką zadyszką głodny w porze obiadowej
Omijam monopolkę na szczoszały słyszę (muly)
Mijam kolejną krzyżówkę, na pasach widzę Sajgon
Fury napis kurwa gnają, nie stają, wyprzedzają
Pieszych zabijają, rzucam mięsem i przyśpieszam
Wymuszam pierwszeństwo i do domu prosto zmierzam

Ref. x2

[Peja]
Przerabiam trzy haki, już mam wchodzić, nie mam gerdy
Kurwa biorą mnie nerwy, me kochanie na zakupach
Jednak za obiad posłuży mi chmielowa zupa
Banan od ucha do ucha, Monia na czas pasowana
Macha smyczą z kluczami, wejść do mieszkania pozwala
Atak na lodówkę, chrzan cebula i trzy jajka?
Całe szczęście, że przynajmniej się ostała mineralka
To nie pierwsza niespodzianka dla głupiego naiwniaka
Sama się nie zrobi kulinarna zachcianka
W oczekiwaniu szamy przesłucham z PeCeta tracki
Sound for Spira, Dido, placy nagle blink zawieszka
Muszę z dyskiem iść do Deksa, całkiem niedaleko mieszka
Słyszę go z daleka, już wiem co się tam dzieje
Biały chłopak z czarną muzą na japońskim systemie
Więc zostawiam go w spokoju, wracam jeb znowu wychodzę
Kiedy wrócę, nie wiem kumpli spotykam po drodze
Gadka szmatka, ege szege, eszte meszte, dzwoni Wiśnia
Chce muzyki na Ski Skład i o coś tam się ciska
Dogaduję sprawę, kończę i pozdrawiam pyska
Nie żegnam się z ziomkami, szybko dobijam pod wiatę
Podjeżdżam do Ajsmena, siema żacio, rób herbatę
Przycupnę na balkonie raczej jeżyckim klimatem
Vizavi z okna od Wioli witam się z jeżyckim bratem
(siamano, siamano) schodzę na dół dobry grajgul
Nagle wkracza cała banda, wielka jak ilość tematów
Kogo porobił hegemon, kto się dorobił rabatów
Kto na draksach ma przecinkę, patrzę psy na chwilę milknę
By za moment buchnąć śmiechem, a to tylko dzielnicowy
Chyba za karę wsadzony na jeżyckie rejony
Ordynarnie jaram splifta i przycinam czy podejdzie
Gdyby miał na miarę mundur to by wygadał jakość jeszcze
A tak się prezentuje kurwa przekomicznie śmiesznie
Czas polać bo się ściemnia, sprawdzam rozkład linii nocnej
Dziękóweczka ziomuś, już mi nie syp, bo telepie mocniej
Chwiejnym krokiem odbijam kursem przez ciemne ulice
Na uszach Masta Ace, nowojorskie tajemnice
Wbijam się w czterdziestkę, ledwo już na oczy widzę
Chlapnąłem se na końcu, ucinam małą drzemkę
Je, je, je ten Masta daje pięknie
Znowu chce mi się siuru, chyba za chwilę pęknę
Dzisiaj za dużo browarów i tematów typu crawling
Wrzucam nową taśmę w walkman firmy Panasonic
Na dobranoc, na wyciąg wolne tracki Ghostface
Tu jest najlepiej i nie ważne gdzie mieszkam
I tak jak u Cuba to był całkiem dobry dzień
Najebany w trzy dupy jak Snoop na Dre Day
Grzebie kluczem w zamku człapiąc powoli nogami
W chacie będzie teraz piec, tam już czeka Mała Mi
Ona dopiero da mi
Kolejny stracony dzień z życia poza kontrolą

Ref. x2
Peja/Slums Attack - Jest jedna rzecz

SLU, SLU, SLU, SLU, SLU, SLU!

Ref.: Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, wszyscy
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic, dalej
Jest jedna rzecz dla której warto żyć
(hip hop) i nie zmienia się nic

Bezustannie patrzyłem na tych którzy się wybili
Bez przerwy śledziłem jak zyskują nowe siły
Underground to dla mnie ekonomiczne przyczyny
Nieporadność promotorów, wydawców wole czyny
Materiał zrobiony z własnej bez inicjatywy
Nielegal, my najdłużej, SLU z czyjej winy?
Od dawna swoje robię, a wydawca oszukuje
Miłość do muzyki twórczość tę wykorzystuje
Obiecuję, wypromuję lecz na tym się kończy
Źle się rozpoczęło, lecz tak źle się nie zakończy
Jesteśmy od gadek, od podkładów, od koncertów
Od studyjnych zmagań, słownych tych eksperymentów
Kiedyś niemożliwym było robić bez ekspertów
Deta, wideoklip, akustyk, głośnia, kontrakt
Z własnej inicjatywy, tak potrzebna nam promocja
Żeby słowa na tych bitach dotarły dzisiaj do was
Szkiełko, radio na koncertach z czarnej płyty
Wschodnie czy zachodnie, nowe rzeczy dziś tworzymy
Trudności przeskoczymy i do reszty dołączymy
Nikt z nowością nie przeskoczy, z konsekwencją kroczymy
Starą wydeptaną ścieżką z bagażem doświadczeń
Nieuczciwy skurwysyn nie pozbawił nas marzeń
I obyś się przeliczył, żebyś plecy zaliczył
Jak pies ogrodnika szczerze będę ci dziś życzył
Pseudo biznesmeni z bazaru nie wydawcy
Dajcie se z tym spokój, szkoda waszej marnej kasy
Nie będziecie zarobasy, brak tu profesjonalizmu
Tym stwierdzeniem was pozbawiam resztek optymizmu
I zawijam się do chaty potrenować nowe katy
Napisać parę słów no i wypić zdrowie za tych
Którzy dzisiaj nie mogą, bo nie wyszli na swoje
Bo jak się okazało skrzywdził ich wydawca gnojek
A ty się nie wkurwiaj tylko przemyśl co tu mówię
Kochasz hip hop no to popraw swą wytwórnię

Ref.

Nie jeden mnie zapyta po co ta kolejna płyta
Dla kasy, chcesz się sprawdzić, z pierwszych stron gazet nie znikać
To co było marzeniami stało się rzeczywistością
Nagrywam, wydaję to dzięki umiejętnościom
Pytasz czym się w tym kieruje, do hip hopu miłością
I straszny sentyment, szalony dziewięćdziesiąty trzeci
Czas leci, a my jak małe dzieci
Czy pamiętasz te czasy gdy Bill Baschweek stracił oko
Czasy beat rocka, kolejne lekcje
Jego reminiscencję, czy pamiętasz to jeszcze?
Rap się zmienia, zmienia brzmienia
Sposób łączenia, mówienia, flow technika, skojarzenia
Zobacz bunt i do szkół
Koniec lat dziewięćdziesiątych dla dzieciaków old school
To czas najlepszy i nie wie o tym każdy
Że rap klasyczny się wywodzi z czasów tamtych
A dziś zastój się zrobił, chociaż nie jest tak najgorzej
Wielki powrót DJ, nowy pozytywny wzorzec
I walka z pieniądzem, walka z komercjalizacją
Skazana na przegraną, ja przyglądam się tym akcjom
Finansowym motywacjom, reklamą, prezentacją
Rap opuszcza podwórko, teraz skóra i biurko
Spowiany przemysłu chmurką z całą przyjemną forą
Rap globalny, sprzedajny, rap masowo uprawiany
Dwudziesty pierwszy wiek przynosi wielkie zmiany
Ty po której staniesz stronie, po hajs wyciągniesz dłonie
Zanim skurwysynu położysz je na mikrofonie
Pasuje ci ten wybór i klipy chałturników
Zawsze lepiej ubranych, niż utalentowanych
Ta, ja stanę po drugiej stronie barykady
Nie zaakceptuję zmiany, na to nie przygotowany
W stylu brzmieniu dobrze znany, reprezentuję biedę
Od Jot do E, zwróćcie rapowi korzenie
Karton na ta lata, b-boy leci i wymiata
DJ drapię, MC gada i toasty swoje składa
Zależy mi na tym, ja nie wstawiam tobie kitu
Całe życie w rytm bregnitów i cytatów z klasyków
To druga część oblicza bardzo dobrych wyników
To zaangażowanie tych kilku zawodników
Nawijamy z gracją jak figury Kosmo City
Teraz bijcie brawa, ja się najem będę syty
Przesłuchane taśmy, płyty tu (hip hop)
Szacunek dla tradycji, kultowanie tu (hip hop)
Obalanie mitów, koneksje tu (hip hop)
Przyjaźnie z artystami, wolne style tu (hip hop)
Setki godzin w sklepach z płytami tu (hip hop)
Wojaże zagraniczne, sceniczne tu (hip hop)
Sztama z undergroundem i szacunek tu (hip hop)
Sprawdzanie się z MC, bitwy tu (hip hop)
Kumate środowisko i wspólnota tu (hip hop)
Peja/Slums Attack - Mój rap, moja rzeczywistość

Częsty brak reakcji doprowadza do frustracji
Piętno biurokracji doprowadza do wariacji
Na chama nie załatwisz, bądź grzeczny może zyskasz
Panie będą tak uprzejme na zajętych stanowiskach
Wolno dopijając kawę w urzędowym czasie pracy
Z łachy wydają oferty i do pracy rodacy
Za sześć stów zapierdalasz, na opłaty ci nie starcza
Nie dożyjesz 60 zmarszczysz się jak pomarańcza
W ten sposób nic nie trafisz, ususzysz się jak śliwka
A więc stoi cham małolat w ręku browar, w drugiej fifka
Dzień za dniem taka rozrywka, monotonie musi zabić
Życia spieprzonego nikt z młodych nie chce naprawić
Ta, jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę
Za legalną pracą, ewidencją i urzędem
Za pieniądze zarobione się ubiorę i zdobędę
Serce pięknej kobiety, jeszcze wszystko się odmieni
A na razie w urojeniach pogrążeni, środek bagna
To codzienna rzeczywistość polskiego nastolatka

Ref.: To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Chwile, chwile, chwile, jedną małą chwile
W dzisiejszych czasach praca stanowi przywilej
Jadę w miasto, mijam światła, patrzę ma problemy typ
Psy chcą udaremnić jego prace, mycie w furach szyb
I odbiorą mu chleb, jego sposób na kasę
Jadę w MPK, z nudów czytam cudzą prasę
Wojny, bomba, coś o wąsach w uniformach
Prawybory, strajki, rządowa platforma
To normalka, jak to, że przy każdej większej krzyżówce
Znajdziesz biedotę zbierającą drobne w puszkę
Pomóż, daj na zupkę, nie trudno zauważyć
Nikt nie wie jak siły, możliwości zrównoważyć
Od zawsze tak było, nędza nigdy się nie skończy
Trzeba przetrwać wszystko tak jak plakat przedwyborczy
Ślad zostawię po sobie, daj mi bańkę więcej zrobię
Chcesz wiedzieć co mi się marzy?
Stworzenie nowych miejsc pracy
Żeby nie nie musiał iść kraść, chłopak ciągle się narazić
By utrzymać rodzinę, dziecku nie wytłumaczysz
Dlaczego nie ma co do garnka włożyć, jarzysz?
Jarzysz, jarzysz, kurwa jarzysz?

Ref. x2

Monotematyczność tekstów, życie nie jest lajtowe
Zmieni się najlepsze, coś innego ci opowiem
Tylko pozornie wtórnie bo krzyk ciśnie się na usta
Rozwój w prawidłową stronę, nowa rapowa produkcja
Możliwość wypowiedzi, to przeważnie w głowie siedzi
Życie daje po dupie, nie przestanę o tym ględzić
Jak pętla na gardle bieda zaciska swe sidła
Rytm jeżycki z tym wygrał i będzie trzymał dystans (dystans)
Podtrzymam tu na duchu każdego, który zbłądził
Wyprowadzę cię bez mapy, życia przeciwnik nie godny
Wszędzie szum niepokorny na to gówno odporny
To codzienna normalka więc weź to wreszcie pojmij

Ref. x2
Peja/Slums Attack - Nie-kocham hip-hop

Ta, onomato, SLU, 2001
To dla wszystkich te parę słów

Ref.: A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, szydzę

[Peja]
Bo ja oglądać nie chcę zajebanych w trupa MC
Ale zmuszony jestem patrzeć na analfabetów
Tak zgrywają wielkich mistrzów zamiast wybrać się na detoks
Czy nie śmieszy cię to, nie wkurwia cię to?
Gdzie te rymy, gdzie charyzma, styl, ten hip hop gdzie to
Gorąco się zrobiło, spokój przejrzyj na oki
Nienawidzę hip hopu w którym ciągle coś pierdoli
Jeden z drugim artysta, weź posłuchaj jego freestyle
Potem skasuj go i wytrwaj przy swoich pozycjach
Znam tylu dobrych MC czekających na swą szansę
Śmieją się z wygłupów, gówno traktują z dystansem
Czwarta rano piętnaście, siedzę piszę i nie zasnę
Zanim nie skończę nienawidzieć te hałaste
Dobre, piękne bity ważne, przesłuchuje je jak każde
Weź podziękuj producentom no bo sam byś zrobił pasztet
To co robisz mi nie leży, mówię prawdę, po co kłamać
Po co mam udawać, że to klasyk, szkoda gadać
Się przestałem zastanawiać, słaba kondycja hip hopu
To właśnie twoja wina, czy ty jesteś zmienić gotów
Taki stan rzeczy, nie sądzę chcesz zaprzeczyć
No to nagraj coś z klasą, słyszę wciąż te chały wtórne
Bo duże rap wytwórnie często wypuszczają chujnie
A ja nie zniżę głosu, przez co drożniejszy nie będę
Dwadzieścia zero jeden, dla podziemia laus zdobędę
Pozostając z tradycjami młodym odsłaniam część prawdy
To bitewne wersy, weź odpowiedź jak żeś twardy
Rymy nie wybuch petardy, raczej wiązka dynamitu
To dla sławnych MC parę difficulta kitów
Do zwady słownej gotów jak do obalenia mitu
To dla sławnych MC pare difficulta kitów

Ref.

[Peja]
Jeśli kocham twój hip hop to się z pewnością o tym dowiesz
Nie wystarczy kogoś poznać, a gdy znasz już dobre powiedź
To co robisz uświadomisz sobie parę ważnych rzeczy
Bez włażenia w dupę człowiek powie, więc uwierzysz
Są jeszcze ludzie w Polsce, znają kawał rap historii
Zaczynali od przegrywek a nie CD w czystej folii
Są tacy pasjonaci, których ten stan boli
Że większość super MC dla pieniędzy się w tym szkoli
To jedyna motywacja, bo gdzie byłeś w dawnych czasach
Chociaż by z pięć lat temu, mówisz, że dupę zawracam
Kiedy nie było przemysłu kim byłeś punkowcem?
Teraz hip hopowcem, kserowanym gotowcem
Nikt nie będzie cię kochał, dla mnie to radocha, szlochaj
A ten co jest naprawdę przyzna rację mi w wywodach
No chyba, że się boi, swej opinii nie narazi
U ludzi z środowiska, którym nie chce zbytnio kadzić
I jak reszta wróg gracie, tak telewizyjna kurwo
Pajac zbiera hip hop, kłamie więc jadę z nim równo
Źle trafiłeś palancie, co czternaście lat w tym siedzisz?
Łżesz ludziom prosto w oczy, więc jak mógłbym ci uwierzyć
Jak faktyczni bohaterzy pokroju druha Sławka
To elita, mały procent, to bardzo mała dawka
Lecz skuteczne antidotum, on otruwa ludzkie dusze
To człowiek od hip hopu, o tym gościu wspomnieć muszę
I gdyby każdy z was chociaż trochę znał te rzeczy
To ten hip hop by nie kulał tylko się rozwijał, cieszył
Co na topie wchłoną przemysł, nie zbyt dobra puenta
Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta
Pamiętaj anemik, umiejętności rzecz święta
Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta

Ref.
Peja/Slums Attack - O tym, co było i o tym, co jest teraz

Peja z Ajsmenem, rap to nasz byt

Pamiętam dobrze osiemdziesiąte lata
Chudy Ajsmen po Staszica wtedy latał
Pejke poznał, mijały całe lata, ja uznałem go za brata (brata)
Dużo się przeszło razem, dużo się przeżyło
Dymy się robiło, dużo się piło
Do tyłu się chodziło, tak było
Tak wtedy nam się żyło, dobrze było (tak)
Dobrze było, tak wtedy nam się żyło (dobrze było)
Ale czegoś jeszcze brakowało
Czegoś w życiu było mało
Muzy tylko się słuchało, to nam nie wystarczało (nie)
Czegoś w życiu brakowało (brakowało)
Nasze życie się zmieniło, kiedy Peja dostał z góry znak
Pozytywne jak zbawienie, hip hopowej muzy poczuł brzmienie
Radość w sercu, coś pięknego, słuchajcie dalej tego
Na pytanie dlaczego się skończyło, co przyczyną było
Ajsmen odpowiada, poznaliśmy gada - nasz wydawca
Kozak, frajer, myśleliśmy, że to zbawca
Kopalni gówna wynalazca, taki śmieć co ma twarze dwie
Wiesz tu coś powie, dupę liże, tam zaprzeczy
Dobrze było, a przez chuja się skończyło
Dlaczego tak się stało, czego było mało
Nie o pieniądze tu chodziło, bo tych zawsze brakowało
(tak się stało) tak się stało
Tak się stało, ale czy tak być musiało

Ref.: O tym co było, no i o tym co jest teraz
Peja z Ajsmenem u Donia muzyczny relaks x4

W pewnym momencie sytuacje się zrodziły
Że twoi znajomi nie byli moimi znajomymi
Moi kumple to nie twoi i odwrotnie, spory dystans
O tym jak było i jest chciałem dawno już napisać
Powiedzieć, cicho nie siedzieć nie raz przy wspólnym obiedzie
Moje twoje, twoje moje, wiem, że bywało tak często
Złośliwi twierdzili, że byliśmy jak małżeństwo
Wiem też, że miałem na ciebie nie najlepszy wpływ
W domu mieliśmy inaczej, ale wspólny z domu zryw
Namioty, duperele, deskorolki i włóczęga
A muzyczne doświadczenia yo raps dużo pozmieniał
Napizgane małolaty krzyczeli, śpiewali
Takie rzeczy, że jeszcze dzisiaj mi wstyd
Rap to nasz byt, pierwsi z grzechem old schoolowcy
Pierwsi słuchacze rapu w stolicy Wielkopolski
Czas nas zmienił - nie sądzę, pieniądze - nie sądzę
Na palcach po obrączce, bez wpływu na to skończę
Z pozytywnym akcentem, bo na to mam wkręte
Ta runia, rzeczy święte dla starego słuchacza
Dziewięć trzy i wcześniej Ajsmen wie co to oznacza
Czy ktoś nas rozpoaczał gdy się posypał, nie wiem
A może nie pamiętam za całe dziewięć siedem
Nikt z nas nie przepraszał, kto komu co wybaczał
Peja/Slums Attack - Właściwy wybór

Jak kali agenci mam na dobre życie chęci
Czym różnie się od innych (niczym) robię to co umiem
Mam zdolności wybitne (może) wiem, że mnie rozumiesz
Wiedz, że także dużo umiesz tylko w siebie brachu uwierz
Podnieś się, złap napęd a wnet rozwiniesz tu skrzydła
Grupka bezsilnego bydła, zdychają nie chcąc wytrwać
I ucieczka w narkotyki, riki tiki, max rozjebka
Bez świadomości życia swego nie polepszasz
Zero przyjemności, wrażliwości, znieczulica
Tej (ulica) odJdoE takie życie was zachwyca?
Jedna miłość do wszystkiego co otacza, daje przetrwać
Tylko nie rozpaczać, marzeń nie zatracać, nie płacz
Nie wstydź się swych pragnień, nie załamuj gdy porażka
Wiedz, że nie skończysz tu na dnie, rap to nie jest z mlekiem kaszka
Siedem chudych lat minęło, ja powoli to odczuwam
Kluby, muza, wóda, na ulicach rozróba
Gdy przypał to zguba nawet wrogom mym nie życzę
W imieniu ludzi krzyczę, w sercu zawsze mam Jeżyce
Tylko od ciebie zależy jak wygląda Twoje życie
I choć dzielą nas różnice dąż do życia w dobrobycie
Czy w bogactwie, skrajnej biedzie, o suchym ryju czy obiedzie
Tylko od Ciebie, pamiętaj, nie czekaj masz wybór przecież

Ref.: Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
Ja ci w tym nie pomogę, jedynie coś podpowiem
Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
Nadać sens temu co robisz, musisz wybrać ją świadomie
Musisz spróbować wybrać właściwą drogę
Umiesz robić coś dobrze, wiedz że rade dać możesz
A więc rób to

Wierze w siebie, wierze w Ciebie, wierzę w to co robię
Miłość, ukojenie, spokój znajduję w hip hopie
Gdy stopa mocno kopie, robię głośniej i odpadam
Wierzę w to, że nowy tekst do tego bitu składam
Wierzę w to i siadam, piszę to mi przeznaczone
Pozostawię coś po sobie zanim ducha tu wyzionę
Wierzę, że się uda, mój rap to nie masówa
Proces twórczy fucha trudna jak nocna robota brudna
Taką wykonuje większość
Powody brak perspektyw, jutra lepszego niepewność
Znam ludzi gotów uczestniczyć w każdym przedsięwzięciu
Nie obce życie w napięciu, nieodłączny stres w zajęciu
Jak się boisz no to skręć tu, oni pójdą dalej prosto
Ty powiesz, że pod górkę, przerażony jesteś mocno
Życie, wolność do stracenia, lecz postępek się nie zmienia
Sfrustrowani sprawnie walczą, reszta jest już bez znaczenia
Wydarzeń opis dla mnie, młody się do fuchy garnie
W życiu może wybrać marnie, źle obstawi daną partię
Bierze co chce bo tu cena nie gra roli
Powierz w głowie się pierdoli, ryzyka smak nie boli
Tylko zachęca, nęci, nabierają chęci
Na jeszcze więcej, jeszcze bo niełatwo ich powstrzymać
Większość małolatów chce właśnie takie życie wybrać
Często nie chcą inaczej, łapią się prostych rozwiązań
Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać
Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać
Bo twardym wymogom życia muszą jakość sprostać

Ref.

To normalne, że wyciągniesz rękę po wszystko co możesz
Nauczony nie mieć nic, z kumplem się podzielisz wzorzec
Do naśladowania ten kto wzbrania, pierdol drania
Materialny układ zawsze do zlikwidowania
Styl konsumpcyjny w życiu wszystkiego nie przesłania
Nie daj się omotać kasie, nie zapomnij skąd pochodzisz
Zawsze będziesz miał na plus, wiedz że ludzi coś obchodzisz
I choć z nędzy do pieniędzy nikt nie wytknie Ci
Masz więcej, bo na sukces ten jebałeś, harowałeś ile wlezie
Lepszy wcale nie jesteś, ale pomóc możesz przecież
Wiadomo, że pomożesz o tym zawsze musisz wiedzieć
Nie potrzeba mi nic gdy jesteś ze mną w drogę, jedziesz?

Ref. x2
Trudny temat, zobacz, że jeden z drugim gada
Co było i co jest, nikt nie musi się spowiadać
I nikt nie musi się spowiadać
I nikt nie musi się spowiadać

Ref. x4
Tony zapisanych kartek, bohomazy tu (hip hop)
Improwizacja godna MC tu (hip hop, hip hop)

nawijka : :

linkologia.pl spis.pl

Do ich utworów też mam slówka

 

1. Intro

Dla wszystkich ludzi
Z Armii Poznań
Ascetoholix x6 (brawo...)
Dzięki
Raperzy nie upadnął
A teraz dedykacja dla wszystkich Obornik Wielkopolski
Brak skład
Oborniki Wielkopolskie tu są i jest Poznań oczywiście, nie
Je, Oborniki ręce do góry
Jest ich kilku, jest
Oborniki pozdrawiają Poznań
WLKP zna tą grę
Dobra, jedziemy dalej

2. Już dawno

Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
A nie mają racji, nigdy do tego nie dojdzie
Te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Drużyna A
Te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno
Choć już dawno nie powinno nas tu być
WLKP

[Kris]
To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzem oddychałem
Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę
Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw
Wieczna tułaczka z całym otoczeniem
Jest moja stara paczka w której się obracam
Powiesz, że się zatracam i plecami sie odwracasz
Tak może każdy, sam stawiam maszty
Robienie hip-hopu to dla mnie duży zaszczyt
Nie znajdziemy płaszczyzn
Dopóki chcesz wrzucić nas do paszczy
Tak, widzisz w nas chwasty
Chciałbyś pstryknąć, ale ja nie mogę zniknąć

Ref.: Mówią, że raperzy upadną (że upadną)

My jednak wiemy, te słowa nie są prawdą (te słowa nie są prawdą)
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być) x2

[Doniu]
Pamiętam jak trza wiosenne popołudnie
Mały dzieciak podłamany okrutnie
Oceną młodych wierszy wydanął przez siostre
Wtedy je spaliłem, teraz gdy podrosłem
Wiem doskonale, że nie warto rezygnować
Spalisz marzenia, trudno odbudować je
Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz
Co mam powiedzieć, co?
Hip-hop stop bo małe miasto prowincja to nie to
A gdzie najbardziej zatwardziałe ekipy
Senne ulice i nie moralne chwyty
Dlatego to robię wbrew twardym konwenansom
Olewam schemat i z najwyższą klasą
Pociągam za sznurki z Liberem i Krisem, kapujesz?
Dzięki siostrze nadal pisze

Ref.

[Liber]
Wyrzutek odchylony od normy
Daje sobie rade, jest do tego zdolny
Rap z poza miasta uderza, nabiera własnej formy (formy)
Co najważniesze jest wolny
Pozwalam mu jako jego treser
Prezentować możliwości pod każdym adresem
Wszędzie, gdzie jest koneser, który czeka
Na nowe produkcje jak na deser (jak na deser)
Ukojenia szuka w solidnym rapie
Liczy się dla mnie to co przelewam na papier
Nie pozycja na mapie, jesteśmy na kolejnym etapie
Choć w zasadzie powinno nas tu nie być
Jednak każdy z nasz chce być (chce być)
Biegniemy, wyłaniamy się z podziemi
Może z nieco innych korzeni, lecz myślami z wami połączeni
Pogrążeni w muzyce, w której obce są wszelkie granice
Nowe oblicze, mikropolia

Ref.

Mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Że raperzy upadną, te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
My chcemy to robić i zawsze będziemy to robić (nas tu być)
Bo mówią, że raperzy upadną (że upadną)
Mieszkamy tam gdzie mieszkamy
Te słowa nie są prawdą
Wątpliwości odeszły już dawno
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być)

3. Maraton

[Liber]
Oto brygada żyjących poza miastem
Niektórzy mogli sądzić, że jesteśmy chwastem
My mamy swoją jazdę, na początku sami
Dzisiaj coraz więcej ludzi chce z nami
Od ulicy po wioskę szerokim pomostem
Przemierzać Polskę, osiągnąć jakiś postęp
(to proste) to proste bierzemy udział w biegu
Ale tylko po swojemu, bez narzucania twardych reguł
Jedni z wielu, jednak niepowtarzalni, tacy fajni
Dziewczyno otwórz wrota twej sypialni
I czekaj chwile, spalę blanta już do ciebie ide
Liber maga star, rap lider
I co powiesz na to, że jesteśmy w tym najlepsi
My chłopaki ze wsi gdzie nie kupisz pepsi
I gdzie nie ma prądu stojąc na polu chwały
Skacz jak Adam Małysz, dam koronę chłopakom
Prawdziwa gra, nigdy nie ufajcie plakatom
To nie rajd BMW moi drodzy, zrozumcie to maraton
Życie, nie tylko biznes, chciało by się na łatwiznę
Ale nie ma dróg na skróty (nie ma)
Słyszeliście, chowajcie swoje buty
My byliśmy świadomi, że trzeba będzie gonić
Że będzie trzeba sił na to, żeby się wyłonić
Na to, żeby się wyłonić

Ref.: Pół na pół, wytrzymam albo legnę
Na tej bieżni rozległej gdzie nic nie jest pewne
W dni słoneczne i tak samo w dni ulewne
Po swojemu działam, jestem, biegnę x2

[Kris]
To nasz debiut na legalnym szczeblu
Kuzyni w deblu, przygotuj się na hip-hopowy przewrót
Zrób nam miejsce do manewru
Większe tak, że bym się nie wlókł za tą zgrają
Za zespołami, które stylu nie mają i padają
Dla nich bieżnia jest twarda jak beton
Wiodę peleton najbardziej wytrwałych
Drużyna A, siedmiu wspaniałych
Z dzikiego zachodu, świeży to produkt
Za spokój nim trzęś największego głodu
Bez obaw (spoko), ta gra jest czysta
Gdzie dwóch się bije tam jestem, korzystam
Pokonuje dystans (pokonuje), przewagę zwiększam
Udowadniam, że oryginalność zwycięża (zwycięża)
Samozaparciem, ja o rolę oręża
W dwuletniej walce o prawo do bytu
Przesądziła siła wyrachowania i sprytu
Powstało A (A) zapamiętaj ten tytuł
Jako opozycję, to przepis zgrzytów
Można się bronić, ale nie tak jak oni
W nieustannej pogoni (kto) kto najlepszy, kto pierwszy
Pieprzyć każdy tytuł champion (champion)
Reprezentuje wielkopolski region (wielkopolski)
Podziemny wielkopolski region
Ref.

[Peja]
Dla mnie zawiązane buty x3

Ref.

4. Nie gap się

Ref: Powiedź po co się lampisz
Nie gap się
Powiedź po co obcinasz
Nie gap się x4

[Kris]
To jest jak poker, obrzucasz mnie wzrokiem
Spojrzenie głębokie, na twarzy pełen joker
Chyba mam tą kartę, którą chciała byś mieć
Chcesz to weź
Tylko zamiast patrzeć powiedź mi choć cześć
Ja nie gryzę
Chyba, że dasz mi na to wizę
Jak widze chcesz przekroczyć tą granice
I to ze mną czujesz się pewną
To podejdź bliżej, a marzenia się spełnią

[Doniu]
TeOeLIU na chodniku co dzień pełnym trików
Mierzymy się od A do Z
Wymiana spojrzeń to jak tenisowy set
Ej grasz bo czuje twój wzrok
Może zrobisz w końcu pierwszy krok
Dziewcze zabierz się za polowanie
Skończ z tym naiwnym obcinaniem

Ref.

[Doniu]
Dziesiątki ciał, wieczór klub
Na parkiecie trąbik dalej jak lód
Zimna Mona Lisa
Wylał bym na nią tekile, potem zlizał
W rozmowie jednak jak na dłoni
Jej facet w domu i ostre rogi
Nie, nie, nie gap się już więcej
Wole takie co mają wolne ręce

[Liber]
Co z tego, może jesteś fajna
Patrzysz na mnie jak na Frankensteina
Moja 626 możesz do niej wleźć
Ci pokaże jaka piękna jest wieś
Co, nie chcesz?
Znam fajny ciemny zaułek
Pewnie nie chcesz jeździć autem bez półek
Tak czułem, że nic nie będzie z tego
Obróć się w drugą stronę, życzę ci najlepszego

Ref.

[Kris]
W małym mieście kwiaty kany kwitną
Ja raz do roku jak widmo pojawiam się za wydmą
Za chwilę z ekipą stąd zniknę
Moja banda odwiedzi twoją impre
Za nami idzie skandal jak za Larym Flintem
Patrzysz na nas jak rasiści na Kunta Kinte
Po co, pozwól nam wejść i nie pytaj dokąd
Będzie spoko tylko ręką zasłoń oko

[Liber]
Tłumy się tłoczą na chodnikach w Obornikach
W pogodę uroczą te ulice już mnie niczym nie zaskoczą
Nie jestem uczniem, gęby słyszę darcie huczne
Wpadłem na jakąś alkoholową ucztę
Nie patrz się menelu bo będziesz miał nauczkę
Za to, że obcinasz, przeginasz tej na pinach
Prężysz się jak Popeye, który wpieprzył szpinak
Już nie będziesz się zaczynał
Bo dwóch ciosach zginał

Ref. x2

5. Siano (gościnnie OWAL/Emcedwa)

[Eldo]
Kasa, kasa wielu się wyprze x2

[Owal/Emcedwa]
Czas to pieniądz
Więc daj mi trochę czasu
Tylko nie rób hałasu
Źle interpretujesz słowa
Bo już moja w tym głowa
Samo życie jakoś płynie
Co ma minąć to minie
Owal/Emce nie zginie
Wiem jak ważne są pieniądze
Wiem, że szczęścia nie dają
Ale trzeba je mieć, trzeba mieć je by żyć
Tak więc nie ma co kryć
Że na pierwszym miejscu kasa
Właśnie takie jest życie, taka jest ludzka masa
Wszystko ma swoją cenę
Tak jak dobre jedzenie
Nie kupuję uczucia, którego nigdy nie zmienię
Nie kupisz sobie życia, Bóg wysoko na niebie
Lepiej uwierz w modlitwę, on wysłucha cię w potrzebie
A na razie lepiej marzyć
Wszystko może się zdarzyć
Że otrzymam platynę plus 400 LS
Dobrze wiesz jak to jest
Jak na klipach z US
Czekam na to jak na pana czeka pies

Ref.: Ej, nie wciskaj mi kitu
Drewniany pajacyku
Nie pierdol, że nie chcesz banknociku
Robię hip-hop bo to kocham
Nie wyżyje z tego, trudno
Jak zarobię nie będę szlochał x2

[Liber]
Otwórz mi proszę, zginął mi klucz to mój sejf
Ej, mówię wenizer skrucz, może chwycić cię skurcz
Gdy zobaczysz forsy wór
Wiem, że chcesz, dam ci wzór, to szurem 58
Proszę, dam ci moje teksty
Nagraj zwrotę, potem biegnij wydaj trochę sieksy
Helikopter, dziweczki, leksy, haremy
Dziwisz się skąd to wiemy?
Ponoć jak schodzimy ze sceny z nieba lecą PLN-y
Usypują się z nich dywany do samolotu (ej gościu)
Na razie nie wyżyje ze zwrotów
Jestem gotów by zebrać jak kościół na ofiarę
Żyć na swoją miarę, szyjąc swoją gwarę
Zobaczysz transparent WLKP rap potęga
Przysięgam, będę się o to starał
przy okazji co zarobię to gitara
Nie ma co się oszukiwać właśnie zaczynają się żniwa
Pora w sianie popływać, jego zapach jest słodki (słodki)
Chodź to szopki, tam składuje snopki
To są moje zarobki, mojej pracy pochodne
A banknotów nie podrę, jeśli wpadną mi w garści
Jak Włodi Liber nie pogardzi
Jeśli z hip-hopu starczy, bym nie musiał żyć na sępa
Zrozum przekaz jaki niosę teraz w zębach

Ref.

[Doniu]
Różowy okular i ciemne maserati
Ciuchy od Versace (to Pantonio Rosati)
Witamy najchudszego producenta w tym kraju
Prosimy na bankiet, tak do Royalu (many, many)
To Kris MC, a to MC Liber
Pan Owal zaraz będzie, możemy nabić dzidę
Czeki są już wystawione no i wszystko ustalone
Tip top zaraz będzie wypłacone (a reszta?)
Ja banan na ryju i łapa na sianie
Ale budzik przerywa chrapnie
[Liroy] "stary zapomnij"
z radia dolatuje
Kumasz już teraz, ten sen mnie prześladuje
I chociaż to wielka hiperbola moich marzeń
W zamian za oddane tobie setki wrażeń
I noce nie przespane i wytarte ołówki
Chce prócz satysfakcji mieć z tego złotówki

Ref.

[Kris]
Słyszałeś chłopaków, nie szukamy naiwniaków
Nikt nie robi tego gratis, a na pewno nie Kris
Kris to wersononazis, finansowy potentat
Mówię tak o sobie i ze śmiechu pękam
Ale za nim się zgarbię chce mieć pełen skarbiec
Jak Sknerus McKwacz, uważnie patrz jak zgarnę
Stosy szmalu różnych walut, być może to objawy udaru
Ale hip-hopowy biznes wyrwie mnie z koszmaru
[Owal/Emcedwa]
Chcesz mieć pieniądze to rękami je zarób
Bo z tego towaru nie będzie nic
[Kris]
A może to kicz i kiedyś będziemy bić banknociki
Całe ich pliki, przyznasz to nie jest przykre
Kasa, kasa, ale ja się nie wyprę
I nie wcisnę kitu, że nie chciałem profitów
Bo od przybytku głowa nie boli
Tak mówił Owal i Ascetoholix

Ref.

6. Oglądając się tył

[Liber]
Mogłem szukać ambicji
Dążyć tylko do pozycji
Brać więcej korepetycji
Były przede mną rozmaite drogi
Zaklejone koperty
Otworzyłem jedną z całej sterty
Szkoła, ha, no cóż były proste i zakręty
Raz na luzie, raz spięty
Wierz, byle dalej do przodu na poślizgu
Długopis przy moim nazwisku
Nieprzyjemne emocje
Wredna stara prukwa wyczuwa mój strach
Wie, że idę znów na fuksa
Bierze zamach (ciach)
Pierwsza liczba po zerze jest wpisana
W mej rubryce nie zostanie sama
Będzie miała sąsiadki
Wypełniały się kolejne kratki
Może nie potrzebne wpadki
Ale to właśnie ja zbuntowany i pokorny jak mnisi
W tej materii wykazałem spryt lisi
Może przegrałem wyścig ze szczurami (ha)
Jednak nie żałuję, że jeszcze raz w dupie mam ich
Życie to jest maraton
Nie tylko pogoń za wypłatą
Jestem kim jestem, nic już nie poradzę na to

Ref.: I co jeszcze
I co jeszcze mogłem zrobić,
Były rozmaite drogi
Co innego mogłem zrobić myślę oglądając się w tył
I kim bym dzisiaj był x2

[Liber]
Przystanek MPK i ona w walce z jesiennym chłodem
Kolejny raz mogłem podejść
Ale sam wiesz, przecież łatwiej było odejść (odejść)
Wziąć nogi za pas, o wszystkim zapomnieć
Ten uśmiech miał mi pomóc, on jednak ściął mnie
Na swym koncie mam wiele takich wspomnień
Nieudanych prób
I zamiaru wymówienia słów
Które mogły być kluczem do spełnienia moich snów
Nigdy nie umiałem ściemniać
Wiele szans przez to pochłonęła ziemia
Po co ta szczerość, no po co
Ona nie chce być szczerą
Teraz dopiero wiem to
Ściema jest najlepszą przynętą
Bo prawda jest drogą często krętą
Nie powiem tego wszystkim dziewczętom
Bo są niektóre zdrowe z zewnątrz i od środka
Może już taką spotkałem (kto wie)
Może ją dopiero spotkam

Ref.

[Liber]
Całe dnie w pogoni za piłką
Albo z wędką i żyłką
Nie żałuje, bo nie było to pomyłką
Dzieciństwo jest tylko małą chwilką
Młody dzieciak co najlepsze z niego brał
Skóra za którą gnał wyszła dziś na aut
Inne pasje pozostały tylko zmieniły kształt
Pamiętam Commodore, śnieży skuter
Uważaj to są sanki nie komputer
Pierwsze ślady, naiwne przejawy
Jednak od tandetnej zabawy
To na dobre już wlazło mi w nawyk
Dawno pożegnałem obawy
Jeśli chodzi o Ascetoholix
Jak alkoholik z winem
Ja jestem odtwórcą swojej roli
Jakem Liber to kocham i będę się w tym szkolił
To jest mój fach
(nim cię przysypie piach)
I wszechmogący stanie w moich drzwiach

Ref.

7. Grunt (gościnnie 52)

[Liber]
52, drużyna A
Sprzedamy to w detalu i hurcie
Nie pasuje ci to stul się szmato rękę mam na pulsie
To mój dźwięk na podziemnym gruncie
Wyrośnięty powoli przybierając na wadze funt po funcie
Sie nie bój, (nie bój się) się nie bójcie
Nie dajecie wiary to maszerujcie
Nasz owoc pójdzie w biznes, ale z treścią
(chodź, chodź, chodź) weź to świeży towar nie pokryty pleśnią
To spełnienie snów, które ci się nawet nie śnią
Z liryką niezależną
Sięgnij pamięcią bo tam dowody na to drzemią
Jedno, drugie demo, imprezy
Wszystko to pod ziemią bez pogoni za premią
Zyskiem, zapomogą, wielkopolskie logo budowanie dzień po dniu
Osiem dni w tygodniu, teraz na kolejnym stopniu
Rap, rap, który uzależni was jak opium

[Hans]
Rap zahartowany w ogniu, reszta to popiół
Bez sztucznych wymiotów
Bez próżnych idiotów
Bez słodkich słówek
Żeby się powtarzał jak półgłówek
Pomyśl, a potem się broń
Skłon, poznaj skłon
Rób uniki od techniki
Bo jesteś zwykłym zawodnikiem
Dla krytyki i publiki
Skaczecie jak pajacyki do ich muzyki
Plastikowe żołnierzyki kontra
Niezależne żale, te słowa nie przyjazne dla wroga
Rapowa, undergroundowa muzyka hardcorowa
Spłonie twoja papierowa umowa
Za sprawą szalonego jak krowa
Salomon Kreutzwelda Jacoba
Pojebańca, kańca
Nie założysz mi kagańca
Nie próbuj zakładać smyczy
Bezpańskie podziemie poznańskie krzyczy
Rap dla ulicy, rap dla ulicy, słyszysz?
(Jak jest? Dobrze w chuj!)
Nie słyszysz bo pizdy słuchają top listy
Na co liczysz i jak liczysz
5 jak pięść, już wiesz 2 tak mam takie dwie

[Doniu]
Wiesz Hans czym jest gmach bez fundamentów?
(jasne, że wiem)
Dmuchasz i rozpieprza się jak domek z kart
To nic niewart przekaz i zerowy styl
A brak pokory, silna wieczna opozycja to my
A gdzie hip-hop co ruszać miał z założenia
Naraz sprinku mnie wkurwia dlatego zmieniam to
Lejąc nowe brzmienia na głodne uszy
Nareszcie deszcz po latach wielkiej suszy
To będzie wszędzie i wbija ci się w czachę
To dobrze, bo ustęp A wspomagany 52 paragrafem
Nowym trafem wielkopolskich ulic
Rapowy cyklop, który właśnie przemówił

[Kris]
Tak, przemawia jak wulkan
Wyrzucając z wnętrza serca na brudne podwórka
Gorącą lawę i pył
Prawdę którą ktoś skrył
Patrz w tył, czas nie zataisz
Są ślady, stare osady żyzne jak mady, eskapady
Zdjęcia w prywatnych kronikach i w albumach
Undergound, gdzie?
W duszach i w rozumach
Chyba już kumasz, nie wzięliśmy się z nikąd
Graliśmy za friko, walczyliśmy z krytyką
I tak będzie nadal (dla nas)
Nie ma tematów o których mówić nie wypada
Bez ograniczeń swym językiem ci wykładam
Byś teraz odetchnął od pop gówna i techno
Wkrótce oni zdechnął, a zobaczysz, że rap przetrwa
Wchodząc o własnych nogach na wyższe piętra
Ze złością psa, z szybkością ebola wirusu
A bez przymusu, 2001 rok eksodusu

[Deep]
Każdy z nas gra sam, to jeszcze pół biedy
Pada na ryj Van Damme jak zbity pies kiedy
Najwyższa instancja w pełnym blasku
Mam was w potrzasku, a Asceci winnych wieszają na pasku
Słyszysz nas styl co w pył zmienia twe ego
Jak Tyson Gołote zostawiam cię pogrążonego
Martwego, bo wszystko z czego byłeś taki dumny
Przy nas traci sens jak pieniądz w obliczu trumny
Patrzysz jak z dumą wyrasta z pod ziemi
Monumentalny skład kładąc cień na twój szmat (52)
Bo ile to już lat gówno śmierdzi na topie
My błyśniemy a ze wstydu gówno samo się zakopie
Anakonda dorastała w tajemnicy pod wami
Zatruwana kiepskimi rymami, wybił dzwoń 52 raz
Pełen skłon, bo nadszedł nas czas
Stoimy w pełnym majestacie
A szuje pociągają nosem, podciągają gacie
Uwięzieni w własnym strachu jak zęby w aparacie
I co rozdziewasz gębę, ja nie zniknę
Prawdziwy hip-hop wykręca żołądek, to dopiero początek
A więc nie wywalaj gał pało, 52 znowu dojebało

A dojebało, tak ma być, tak!
52, 52, 5 razy 2
Drużyna A, drużyna A
Dwie pięści, Ascetoholix
Oborniki Poznań
Wielkopolskie podziemie
WLKP, właśnie to najbardziej cenie
Na gruncie podziemia, dokładnie
WLKP, WLKP tego chce
Ze złością trwa
52 x5
Drużyna A x6
Kris, Doniu, Liber, Deep, grunt

8. Brak mi słów

[Doniu]
Lata jak Porsche uciekają autostradą życia
Trzeba szybko się zachwycać
I nie robić przerw żadnych
Robić stopy to pułapka
Dzień za dniem ta sama zdrapka
Chcesz czy nie drapie kolejne noce
Wygram strace, nie wiem, a owocem
I tak nie będzie hajs
Bo to nie Ameryka, żaden Kingsajz
Tu ostro trykasz
I nie widoków nawet na małe wczasy
Jedni się wożą, inni stan zerowy kasy
Może będzie lepiej, ale niestety nieraz słów mi brak
Patrze na to i trafia mnie szlak
Wiara w moim wieku
Stale szuka leku na codzienne przeszkody
Zero możliwości, za to wiele swobody
Iść w prawo czy w lewo, nie wiem
Ma swoje powody (ma)
Ten co jara, ten co łazi z koleżkami
Ten co pije i obcuje z tabletkami
Pieprze to, nie będę ich oceniał
Sam nie pewien jutra, wiem, że liczy się nadzieja
Że własną pracą zdobędę ten futerał (na pewno)
A w nim schowam złote runo, to nie ściema
Olewam karierę maklera
Ja wole starannie powoli działać tak jak teraz

Ref.: Nieraz nie ma takich słów (nie ma, nie)
Które mogłyby powiedzieć co jest grane
Nieraz nie ma takich słów (niestety nie)
Które wytłumaczyły by, na czym to polega x2

[Doniu]
Możesz mówić co to za gadanie
Że wszystko jasne wystarczy sondaż, badanie
I poczekać na wyniki, bzdura!
Nie ma gorszej taktyki niż suche wnioski
Zimne kalkulowanie pewnie sprawdza się w koncernach
Nie małych miastach i ich osiedlach
Słuchaj (słuchaj) tutaj każdy ma swoją jazde
I nie ma duplikatów, naprawdę (serio)
Nawet taki młody cwaniak jak ja
Rozkłada ręce obserwując jak tam
Do góry szmal (wielki szmal) płynie strumieniami
W smokingach z chętnymi hostessami
Pomiędzy Leksusami a ciemnymi BMW
Realizują kolejny ze snów
Nawet nie mam na to słów (nie mam)
No a szary obywatel z wypłatą poniżej ośmu stów
Ja mam hip-hop i to jest mój pryzmat
Trudny do złamania jak wojenna enigma
Pomaga wyładować ten bagaż energii
Pod którym inni już dawno by się ugieli
Fury, złoto, dziwki, z czym ci się to kojarzy?
Ha, nawet jeśli to mi się przydarzy
To wiedz, że Doniu z pełnym kontem
To wciąż ten sam chłopak, dusza, a nie portfel

Ref.

Ta, nieraz nie ma takich słów (nie ma, nie)
Które mogłyby powiedzieć co jest grane
Nieraz nie ma takich słów (niestety nie)
Które wytłumaczyłyby, na czym to polega
Nieraz nie ma takich słów (nie ma, nie)
Które mogłyby powiedzieć co jest grane
Nieraz nie ma takich słów (niestety nie)
Które wytłumaczyłyby, o co tutaj chodzi

9. W twoich stronach

Ref.: Ej, nie bądź zdziwiony, zdziwiona
Że gramy w twoich stronach
Drużyna A na mikrofonach
Aiaaiaa to drużyna A x2

[Liber]
Mam kilka słów, ale musisz zrobić kilka metrów
Krok za wers jak wymiana prezentów (nie lamentuj)
Nie pożałujesz wydanych kilku centów
Moja banda jest tu i twoja, narobimy więc zamętu
Jakiego nie widział ten pieprzony lokal
Jestem Liber, właśnie czujesz mój wokal
Jego fala jest szeroka i wypełnia klub
(od góry po spód) od głowy aż do stóp, Kris

[Kris]
Setki watów robią z klubu dom wariatów
Znika już powaga twojego majestatu
Dalej, dalej chodź zaszalej
Zalej, już więcej nie debatuj
Śmiało zaatakuj, gardło swe skatuj
Krzykiem i kalą, niech wszyscy powstaną
Wiem, że właśnie po to tu przyszli
Czerpcie korzyści z tego za co płacicie
To wieczór przy bicie w doborowej obsadzie
Będzie zajebiście, to the A w pełnym składzie

[Doniu]
Widzisz Kris ludzie tu oddani zasadzie
Krzyczysz hip-hop i już wiedzą o co biega
Krzyczysz hip-hop i wariują tak jak trzeba
Nie ważna lokacja, bo liczy się desant
Trzej muszkieterowie jak rajdowcy na OS-ach
Ale bez pilota i to jest cała heca
Chcesz poprowadzić, to nie stój i się wkręcaj

Ref.

[Kris]
Ej no co ty, ściana jest do podpierania dachu
A dach mój brachu być do niego teraz skakał
Ręce masz byś machał, więc pozbądź się oporów
Nie masz odwagi to idź je jeszcze porób
Nie gramy folkloru by była to biesiada
Bit tutaj lata niczym dywan Sindbada
Kto kocha niech wsiada, kto nie chce niech spada
KeeRIeS zapraszam do stada

[Doniu]
Ty uważaj, bo cię zaraz zgniotą
Przyleci ochrona i miśki cię wymiotą
Kiedy słowa wyrzucamy Straż Pożarna nie daje rady
Takiej liby nie ostudzą nawet Niagary opady
Liber, KeeRIes, DeOeNIU
Baw sie ile masz tchu
A frajer pod ścianą niech gada co chce
I tak najlepsze impry kręci WLKP

[Liber]
Masz tu w hołdzie twojemu miastu
Milion czy kilkunastu jest nas tu
Najważniejszy jest nastrój
I potęga wyrażona w dźwiękach
Kiedy bity mordują jak rekiny w szczękach
Wtedy liczy się tylko rap, reszta zostaje na zębach
Roztarta, porzucona w strzępach
To jest właśnie ta chwila, kiedy trudno jest dotrzymać tempa
Drużyna A (A), misja wykonana w 50 procentach
Teraz się do nas przyłącz
Jesteśmy różni, ale z tą chwilą jesteśmy jedną bryłą
Więc przybijmy sobie pięć (pięć)
Po to właśnie gramy, nie po to by polała się rtęć
Jak z rozbitego termometru
Co w 100 to nie we dwóch, co do tego mam pewność
Choć nie jesteś moim krewnym czy krewną
Baw się ze mną, zostaw wszystkie troski na zewnątrz

Ref. x2

10. Sarmaci

Dalej chłopcy, użyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2
A teraz zbij

[Liber]
(pora wstać)
Kogut już dawno skończył piać
Zrozum mnie waść
Jestem sarmacka mać
I jak większość z miast
Po co chce mi się spać
Mam sen, który chcą mi skraść
Ruszam się z niechęcią
Przecieram oczy pięścią
Robie to z wdziękiem właściwym mości księciom
I tak jak oni nie odmawiam przyjęciom
Wygramolić się z łóżka będzie ciężko
Muszę nabrać siły (siły)
Niespodziewanie wczoraj procenty mnie trafiły
(omal go nie zabiły)
Oczy chciały jeszcze i lubieżnie patrzyły
I wtedy się stało to był moment
Wtedy rome poczułem, że tone
Potem czułem, że płone
Fachowo to nazywa się zgonem
I do tego jeszcze niestrawności
Taki los tych ludzi co nie lubią pościć

[Kris]
Oj, tak to jest z nami
A czy kiedyś siedziałeś przy stole z sarmatami?
Opowiem ci o tym niezwykłym doświadczeniu
Troche w przybliżeniu
A więc każdy skupia swą wagę na jedzeniu
Cichną rozmów toki
Zjechały się wszystkie rodzinne żarłoki
Czekają na hasło i ruszają bez zwłoki
Z mięsiw spływają soki
Jeszcze krótka gaducha
(brzucha się nie oszuka)
I czas się nasycić, mój ojciec czaił się na kurczaka
Ale ja pierwszy zdołałem go chwycić
On z dzikem się starł
Całego go zżarł
Przy tym mocno się zgrzał
Obok wuja z golonką też do przodu parł
Spoglądam po półmiskach
Dziwne świecą jak pasy na lotniskach
Prowiant się kurczy
A mi w brzuchu burczy
Myślę o żarciu, tylko czy go wystarczy
Sarmaci w natarciu, to właściciel na tarczy
(a jak kręcą wąska)
To znaczy, że potrzebna jest zakąska
Piękna, sarmacka Polska
Gdzie każdy z waszmościów beka i mlaska
A przejedzienie mierzy na dziurkach od paska
To było by na tyle
A jeszcze pozdrawam każdego grubaska w naszej tłustej krainie
Dbajcie o linie

[Doniu]
O linie dbajcie
Już od urodzenia dobrze znam (znam) te sarmackie zasady
Ej, jesteś tam, weź nie przysypiaj
Ej, no dodaj troche tempa
Ta mała na sofie, patrz jaka chętna
Akcja błysk plus dwa drini z lodem
O niebo lepsze, niż bujanka samochodem
Mówię ci prosto w oczka mimochodem czaruj
Tylko nie doprowadź do pożaru
Bo cały tydzień będziesz miał przesrany
Przez jej SMS-y non stop molestowany
Wypiłeś i piłeś, to dobrze się bawiłeś
Te elementy cztery kuszą nas co chwile
Alkohol, żarcie, palenie i gramy
Spanie jak o piątej niestety wymagany
W butelkach pusto po zabawie z bakusem
(co jest sarmaci?) forma spotkania z Morfeuszem

Dalej chłopcy, urzyjcie sobie
Nie żałujcie sobie x2

Tak pozdrowienia dla całej mojej rodzinki
Dla wszystkich sarmatów
Lubicie zjeść i wypić to jesteście z nami
Jedzcie i pijcie, dla Decksa, dla całej ekipy z Poznania, dla Owala, dla całej sceny
- jesteście sarmatami...

11. Prestiż (gościnnie Wiśniowy)

- Kris, Wiśnia
- Wiśnia, Kris
- O co dbamy?
- O pestiż
- Tak jest, o prestiż czym chcemy się cieszyć?
- Prestiżem
- Właśnie czym
- Ski skład, Acetoholix
- Oborniki Poznań

[Kris]
Czym, prestiżem we własnym rewirze
Jak najbardziej i wyżej, w obcych też
Wiesz, ale dupy nikt nie liże
Szczujesz to pogryzę
Polecam analizę
Taką od dechy do dechy
Wewnętrzne cechy
Tak a nie inaczej
Nie rozumiesz, to tłumacze
Chcemy go zdobyć, Kris i Wiśniowy
Stuprocentowy autentyk
Hej, droga wiedzie tędy
Przez autorytet, nowy nabytek
Zdobywany siłą, rozumem i bitem
Niezbyt pokorni, do wszystkiego zdolni
Lepiej nie kantuj jak nie lubisz awantur
Naszego desantu, rymy i na zamku
I bez żadnej dywersji
(daj wiarę tej sugestii)
My w każdej kwestii nie tylko jako MC
Dbamy o prestiż

Ref.: To rap, rap to z brudnych ulic i podwórek
Dociera do ciebie czy tego nie czujesz (tego nie czujesz)
To mówi tylko ten co widzi własny sen
I drogę do spełnienia, choć nie każdy to docenia x2

[Wiśniowy]
Nie wszystko jest złotem co się świeci
Tak mówią starzy ludowi poeci
Tych oni tak mówi, chociaż złoto lubi
Każdy chce mieć więcej i to ludzi gubi
Długi bez pokrycia, odebrane życia
Coraz więcej chcica, żeby dotknąć szczytu
W swoim krótkim życiu, chociaż raz na moment
Oto ludzi omen, żeby móc odpocząć
Żeby móc rozpocząć całkiem nowe życie
Wszyscy to widzicie w swoim szarym bycie
Lepiej każdy chce mieć, więcej każdy chce mieć
Szybciej każdy chce mieć, choć celu nie widać
Życia ci zabraknie, każdy tylko łaknie
Na ludzkości bagnie zapominasz o tym
Co stanowi filar bytu na tej ziemi
Każdy tylko ceni, żeby nic nie stracić
Biedni i bogaci jak Peja dwa światy
Ja wybrałem mój i do tego chuj
Pomóc chcesz czy szkodzić, skubać czy dołożyć
Że jestem za młody, żeby sobie radzić
Przestań mi tu kadzić, nie umiesz poradzić
Zyski za to dzielić, gotówkę se przelicz
Ja do domu wrócę, tam mam swoją twierdzę
I ludzi za których zagram o wszystko
Dziwi cię zjawisko, sercu memu blisko
Leży cały Wilson, tu poznałem wszystko
Miłość, przyjaźń, zdradę, pierwszą dobrą rade
Ale tu nie utknę, życie mam za krótkie
Korzeni nie utnę, zawsze tu powrócę
Jak do mistrza uczeń, ta, zawsze tu powrócę
Jak do mistrza uczeń, jak do mistrza uczeń (ha)

Ref.

[Kris]
Mam tam jakiś koncept, jadę na koncert
Z publiką się łącze
[Wiśniowy]
Z wielką dumą kończę
Bo daje z siebie wszystko
Cenisz to zjawisko?
[Kris]
Ja o nie walczę, stale i uparcie
W literę W złączone cztery palce
[Wiśniowy]
Co to oznacza
WLKP dziś wraca
Niewiernych karci
[Kris]
A jeśli nami gardzisz
To swoim przekonaniem tylko nas utwardzisz
[Wiśniowy]
W postanowieniu słuchaj jeleniu
W moim myśleniu nie znajdziesz luki
[Kris]
Przejrzyj te druki
Ja liczę je na sztuki
Liryka od niedawna
(poczekaj jeszcze trochę)
A będzie wytrawna
[Wiśniowy]
Jak białe wina
Czekaj jeszcze chwila
A zrzednie ci mina
Kiedy zobaczysz co to dla nasz znaczy
[Kris]
Pełne poświęcenie w studiu i na scenie
Zupełnie oddani bez żadnych granic
Rap fanatycy
[Wiśniowy]
Ty klipy liczysz
Kiedy nas słyszysz zalega cisza
Wiśnie i Krisa rozgryźć być chciał?
[Kris]
To twój samobójczy strzał
Ciebie nie będzie, a ja będę trwał
Bo każdy z nas widzi, bo każdy z nas widzi
Drogę do spełnienia choć nie każdy to docenia

12. Piramida

- Co jest?
- Dobrze, co?
- Jak tam podróż?
- No jakoś dojechałem
- Co kurde podwieziesz do metropolii?
- Dobra ja z prawej
- To wskakuj nie
- Dobra
- To jest Liber?
- No witam
- Cześć

[Doniu]
Doniu, Kris 2001 nielegal
Słuchaj nie będę wciskał ci frazesów
Lakonicznych, tempych jak u przewodnika wersów (tak)
Małe miasto z nami pokazuje, to nie widok z widokówki

Jak nie koloryzuje tego (tego)
Co za oknem w deszczu omijamy
Ludzie, szybkie auta i stagowane bramy
Zasrane układy, których szarak nie przeskoczy
Młodzi, emeryci, ich zmęczone oczy
A moje (moje) stale otwarte na skutki
Głowa na przyczyny, kto pociąga za te sznurki (kto)
Prywatna mikropolia gdzie w łyżce wody cię utopią
Dziwi cię, że dzieciaki szaleją za konopią
Zero pracy, zero zajęcia to zachęca
Aby rodziców przekręcać
Monologie muzyka to jedyne rozwiązanie
Nie siądzie mi psychika póki mam ochotę na nie

- Owal przyjechał?
- Ładnie tutaj, tak elegancko
- Ja pierdole ty, Ja chyba znam tego gościa co tu mieszka
- No
- Zajebista chatka

[Kris] Stary znajomy, dziś twój pracodawca
Którego uniżony jesteś bo on władca
Zmiana tej osoby spowodowana przez duże dochody
A dobrobyt to najgorsza karma
Odbiła mu palma
Dla niego twoja wartość jest żadna
Zastąpiła ją dawno wartość materialna
Posiadanych środków, kurwa wiesz to nie jest w porządku
Że siedzisz w starym obskurnym zakątku
Gdzie na ścianach jest sadza
Gdzie lokatorów się na bruk wyprowadza
Pomimo terroru ty dziękujesz Bogu, że cię jeszcze wynagradza
Ten człowiek, który żyje z twojej pracy jak Haradza
Zamieszkuje zamek pełen złotych klamek
Który widzisz przez bramę
Różnice zachowane, sfery i pospólstwo
Wielu z nich z pogardą patrzy na ludzkie ubóstwo

[Doniu]
Dziwki, balety, finansowe piruety
Aby pożywać życia premie obcinasz niestety
Nikt szacunku już ci nigdy nie okaże
Chyba koleś przy wódce
Co, brak ci wrażeń?
Rodzina niewypałem, uczucia gdzieś w muzeum
Co to za życie kiedy jedynym trofeum
Jest konto, Volvo to mogą ci zajebać
A uczuć, wspomnień nie mieli by gdzie sprzedać
...marzy mi się, żeby to był kraj spokojny i dostani
Żeby to było państwo silne i bezpieczne
Żeby to był przytulny dom
Jasny dom w którym każdy znajdzie ciepły kąt i przyjaciół
I my taki dom wspólnie zbudujemy

[Kris]
Tak, ile razy słyszałem już ten sam kłamliwy polityczny program
Znaleźć lekarstwo, uleczyć chore państwo i jego społeczeństwo
Prosta recepta, w praktyce kiepsko im to jakoś wychodzi
Bieda, bezrobocie, na to klęska powodzi
Kolejny gwóźdź do zbiorowej mogiły
To droga którą pójść mamy za ich ambicjami
Brukselskie koryto tylko dla króla z jego dobraną świtą
A reszta do parteru
Gorszy gatunek jak bydło na przerób
Wielki to kraj, a prawa jak w burdelu (a Rzeczpospolita)
Możesz ją mieć jeśli masz duży kapitał
(a koperty za ustawy) bez problemu
(i jesteśmy sobie kwita)
Tak właśnie wygląda społeczna piramida
Plusy i minusy, a minusów więcej widać
I nie ma co wybrzydzać tylko Boga prosić
By powstrzymał to na co tutaj się zanosi
Na co tutaj się zanosi x3

13. Monopol

Niby teren prywatny, a pchają się z buciorami
Od kiedy elektrycy stali się prezydentami
Każdy chce mieć tu monopol i stać na szczycie
Lecą w chuja, nie widzicie?
Nagłówki gazet krzyczą o aferach
Ministrach, magnatach, narkotykowych kartelach
Co, sponsorują domy dziecka
A odpiszą je jak nowego Leksa
Billboardy, giganty na skrzyżowaniach
Ankiety, telegówna, ulotki w bramach
Kolagenowe usta telewizji tak cie porobią (synku)
Że już w nocy ci się przyśni laska z Hastlera
Wrzgórze Bentleya
I złotem od kruka
I co zrobisz teraz?
Szczęście z plastiku twoim celem
Przez tą machinę sam szykujesz sobie cele
Ten cały biznes z ciebie się śmieje
W końcu przestaniesz wierzyć swoim snom
Wu, wu, wu, myślik com
Tego adresu im nie oddawaj bo to jest teren prywatny
Bo to jest teren prywatny

Tak a propo, to jest monopol
Siedzących wysoko
Piętra ich siedzib kłaniają się obłokom
Dwoma palcami sterują tysiącami
To co dziś zapragną, jutro już należy do nich
Wielcy masoni, Sylwio Berlusconi
Politycy, mafiozi, kto im zagrozi?
Jeden umiera, dziesięciu się rodzi
Z pazernym rozumem przejąć fortunę
I przejść tajfunem po ziemi
Lecą do kieszeni
Bogactwo, tereny, korporacje, koncerny (koncerny)
Obszar działania coraz bardziej obszerny
A na nim mizerny
I stąd miliony wpadających w letarg
To jest przetarg na cały ziemski glob
Powiedz im stop, a zostaniesz intruzem
Przysypią cię gruzem twego własnego domu
Wejdziesz do zgonu zwykłym konsumentem
Jeden na sto szykuje sobie pętle
Z braku pieniędzy one są niezbędne
Ten świat jest płatny (czemu?)
Bo to jest teren prywatny
Bo to jest teren prywatny

Przeniesiona z sektorowej planszy
Zabawa w hotelowej branży
Tak dzieciaki się niańczy
Żeby je szybko przyzwyczaić
Żeby tańczyć na stołku
Trzeba się zaczaić
Zaczyna się zakupy od tańszych
Zgarniając obszary nie dając innym szansy
Rzuca rzutem ustawioną szóstką
Pozostali też chcą, niestety uschnął
Usnął mimo swoich szczerych chęci
Spójrz no, pusto już wszyscy są wycięci
Tak prosperuje monopol, proste dróżki
Przeciętniaki mogą zbierać puszki
Urodzona szlachta popycha swoje wózki
Premiery Bózki i ich uzdolnione córeczki
Aktorki, piosenkarki, modelki, każda gładka
Każda lepsza niż sąsiadka
Bo ojciec albo matka w elitarnym kręgu
Gdzie szaraki już nie mają wstępu, zasięgu
Bo tamci trzymają wszystko w ręku
Przeczytaj napis, to jest teren prywatny
To jest teren prywatny

14. Mity

Ref.: Nie chce być mitem
Skurwielu pracuje nad binitem
Chce mieć z tego pożytek i porządną płytę
Nie chce być mitem
Obietnice porośnięte pajęczyną
Nie kojarz tego z moją drużyną (z naszą drużyną)
Nie chce być mitem
Skurwielu pracuje z zeszytem
Chce mieć z tego pożytek i porządną płytę
Nie chce być mitem
Obietnice porośnięte pajęczyną
Nie kojarz tego z moją drużyną

[Doniu]
Pieprzoni ściemniacze
Czasami mam omamy, że żyję w starożytnej Grecji
Same bożki, figurki, co jeden to lepszy
Jeden wałki kręci, inny ma układy
Kombinuje dragi, telefony w myśl zasady
Powie ci za ile, kiedy i zadzwoni jutro
(he he he wyjebiemy go)
Tydzień se poczekasz i telefon
- halo, trudno nie da się wiesz
jeszcze nie mam, innym razem
musze lecieć, zadzwoń jeszcze
- to narazie
Takich to na pęczki widuje codziennie
Obiecują, kombinują (pierdoleni mitomani)
Takm banał za banałem naiwniakom ładują stale
Nie daj się omamić (nie) to właśnie chwale (ta)
Nie obiecuję, ale staram się najmocniej
By zaufanie nam było pomostem
I kiedy mały DeOeNIU mówi, że się stara
Chce przez to powiedzieć właśnie, że

Ref.

[Liber]
Ja z zeszytem a ty z fifką
Ja łącze rym z bitem, ty używkę z jeszcze jedną używką
Co dziwko, może nie mam racji, przecz
Ale wiedz, że ja biegnę a ty cofasz się wstecz
Jesteś mitem, niestety znikniesz jak komety
Wolisz kreski fety, a ja wole linie mety
Znowu mówisz, że niedługo spadną nam z głów berety
Czekam na twoje płyty, na kasety
Premiera się przeciąga
Kuchta dymu i biała mąka stoją w pierwszym rzędzie
Ta piosenka będzie bajką o tonącym okręcie
Jesteś główną postacią
Twoje obietnice nic nie znaczą
Znam cie z wódki synu
Twój styl to dużo słów i brak czynu
Zawieszony jak komórka bez pinu
Może boli cię to, że my stoimy tam gdzie ty byś chciał
Gdybyś działał nie ćpał to może też byś tu stał

Ref.

[Kris]
I jeszcze jeden przykład, to historia dość zwykła
O typach, którym praca uczciwa już zbrzydła
Oraz wszelkie prawidła łącznie z ręką Bożą
Worzą się i worzą, tu przyłożą tam pogrożą
Świadkowie są i nawet widzą i słyszą
Myślę sobie pewnie ci goście już wiszą
A tu o nich piszą na pierwszych stronach gazet (co?)
Pismak miał fazę w rekonstrukcji wydarzeń same błędy
Nie ma pojęcia, że sam stworzył legendy
Nowa gwiazda wschodzi, wśród ludzi budzi podziw
Do cholery o co chodzi?
On jest zwykłym skurwielem
Łatwiej o wiele być mitycznym bohaterem
Tak niż obywatelem artystą
Bo trafisz tak jak my, no to wystąp
Ja kryminalistą, co ja podobny tobie?
Koleś jest jedna różnica, ja naprawdę coś robię

Ref.

15. Nieważne co mówią (gościnnie MCN i Karolina)

[Kris]
(nieważne) owszem, bo jeden to poprze
A drugi przyrówna do gówna
I uzna moje dzieło za najgorsze
Zrobiłem dobrze, najlepiej jak potrafię
Co najpierw styl?
Brak oryginalności, na czym mnie złapiesz?
Odbierasz nam, swoim ziomkom też zabierz
W swojej punktacji byłeś i jesteś
Wierny jednej nacji
Kto cię uczy myśleć, ten kto tobą trzęsie?
Czy ten co ma wzięcie
Słuchasz idola, i po co?
Każe ci krzyczeć, ty krzyczysz (krzyczysz)
Święta jego wola
Z taką głupotą nigdy się nie uporam
Więc wole ją olać KeeRIeS
Totalny ignorant
Tak dziś jak i wczoraj
Nie dam się oszukać i nie stracę ducha
Mam swój rozum nie muszę ich słuchać

Ref.: Nieważne co mówią, nieważne bo
(nieważne bo) tak i nie ważne co mówią bo
Nieważne co mówią, nieważne bo
(nieważne bo) nieważne co mówią
Tak i nie ważne bo x2

[Liber]
Jak zwierzę w sidłach osaczeni
Odrzuceni na margines, ale nigdy nie straceni
Tego wariantu nawet nie dopuszczam
Mimo, że istnieją różne gusta
Nie wszyscy się cieszą kiedy otwieram usta
Nieważne co mówią, nie uciekam od lustra
Czarna wróżba ze strony zawistnych
Ze źródła głupizny
Ci co wyruszają za tropem łatwizny
Chcieli nas wyjebać z bieżni
Dobrze, że byliśmy trzeźwi
Na tyle nie zależni, wierz mi łatwo było upaść
Tak jak udar łatwo dostać w upał
Jednak nasza grupa dzisiaj nadal jest grupą
Mimo ludzkiej niechęci zdołaliśmy wypełnić ten kupon
(słyszy cię tam kto?) są tacy co za to nas nie lubią
Mitomani, sami nie wiedzą o czym mówią

[MCN]
Różni są ludzie, naprawdę bardzo
Niektórzy patrzą na ciebie z pogardą
Bo zazdroszczą, że coś ci się udaje
Ja od reszty odstaje
Nie mieszam się z tłumem
Dlatego, że walczę nie pięścią a rozumem
Mam świadomość, że coś mam w głowie, że coś umiem
I do życia zdrowe podejście
Nie rozpycham się łokciami o miejsce
Mieć dobre wejście chciał by mieć każdy
Bo dobry start w życiu jest szalenie ważny
Możesz się śmiać, ale ciebie też to dotyczy
Chce zaistnieć tam gdzie słowo się liczy
I nieważne co mówią, nie ważne bo
Liczy się fakt, że wciąż robię to
A ty chciał byś słuchać, ale źle mówisz o tych
Co nie nagrywają jeszcze płyt złotych
I wiesz co najbardziej głupie jest w tym?
Że śmieje się z ciebie ktoś taki jak ty
On całe życie będzie gadał a my (a my)
Zrealizujemy nasze sny

Ref.

[Doniu]
Pędzę bo i tak wiem już dobrze
Co z zachodu warte, a co może
Skaleczyć, boleć i goić się latami
Choć jutra nie pewny z wczorajszymi wrażeniami
Ciągle tu stoję, chcesz to mnie sprawdź
Nie przez komórkę, ej powiedź w twarz
Poza obrazą na nic cię nie stać
Nie będę tłuk cię, jestem oszczędny w gestach
Gorsi od ciebie są ci na górze
Radni, bezradni fałszywi politycy
Puste wyszczekane kukły na mównicy
Których paplanina pokrycia nie ma w niczym
A media (co media) wykrzywiają nam psychikę
Może jesteś już TV niewolnikiem (ta)
No kogo ma słuchać młody człowiek jak ja
Słucham serca, Boga i muzyki rap

Ref. x2

16. Już dawno (remix)

Co jest, nie powinno nas tu być?
Jesteśmy dalej i do tego mamy remix
(Chłopaki schowaj pięści, koleżanko pokaż piersi to rap z zachodniej części)
WLKP

Ref.: Mówią, że raperzy upadnął (że upadnął)
My jednak wiemy, te słowa nie są prawdą (te słowa nie są prawdą)
Wątpliwości odeszły już dawno (już dawno)
Choć już dawno nie powinno nas tu być (nas tu być) x2

[Kris]
To miasto małe przez życie całe poznawałem
Tym powietrzm oddychałem
Czy kiedyś powiem, że właśnie przez to przegrałem
Bez wsparcia z zewnątrz, opuszcza mnie pewność
Bo zamiast mi pomóc wytykają mą odmienność
Patrzą z dystansem, nie mogą pojąć, że mam jedyną szansę
Wielkie intelekty, patrzcie w obiektyw
Zobaczcie tą młodzież bez żadnych perspektyw
Wieczna tułaczka z całym otoczeniem
Jest moja stara paczka w której się obracam
Powiesz, że się zatracam i plecami się odwracasz
Tak może każdy, sam stawiam maszty
Robienie hip-hopu to dla mnie duży zaszczyt
Nie znajdziemy płaszczyzn
Dopóki chcesz wrzucić nas do paszczy
Tak, widzisz w nas chwasty
Chciałbyś pstryknąć, ale ja nie mogę zniknąć

[Doniu]
Pamiętam jak trza wiosenne popołudnie
Mały dzieciak podłamany okrutnie
Oceną młodych wierszy wydanął przez siostre
Wtedy je spaliłem, teraz gdy podrosłem
Wiem doskonale, że nie warto rezygnować (nie!)
Spalisz marzenia, trudno odbudować je
Masz co pielęgnować to zacznij od teraz
Nie produkuj wymówek, bo się nie pozbierasz
Co mam powiedzieć, co?
Hip-hop stop bo małe miasto prowincja to nie to
A gdzie najbardziej zatwardziałe ekipy
Senne ulice i nie moralne chwyty
Dlatego to robię wbrew twardym konwenansom
Olewam schemat i z najwyższą klasą
Pociągam za sznurki z Liberem i Krisem, kapujesz?
Dzięki siostrze nadal pisze

[Liber]
Wyrzutek odchylony od normy
Daje sobie rade, jest do tego zdolny
Rap z poza miasta uderza, nabiera własnej formy
Co najważniesze jest wolny
Pozwalam mu jako jego treser
Prezentować możliwości pod każdym adresem
Wszędzie, gdzie jest koneser, który czeka
Na nowe produkcje jak na deser
Ukojenia szuka w solidnym rapie
Liczy się dla mnie to co przelewam na papier
Nie pozycja na mapie, jesteśmy na kolejnym etapie
Choć w zasadzie powinno nas tu nie być
Jednak każdy z nasz chce być (chce być)
Biegniemy, wyłaniamy się z podziemi
Może z nieco innych korzeni, lecz myślami z wami połączeni
Pogrążeni w muzyce, w której obce są wszelkie granice
Nowe oblicze, mikropolia

Ref. x2
 


 
 
 
 
 

 
 
 


 

nawijka : :

Słuchacie K44? Komentarze (0)
09. września 2003 21:13:00
linkologia.pl spis.pl

Jeżeli tak, to macie tu tekściki do ich utworówKaliber 44: 3:44.

1.Takie Jakie Jest.

"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"

I nie zmienia się nic

Od dwóch lat materiał na 3 płytę składam,
Robię, gadam, Słabe Studio odwiedzam
Zrobię wszystko co w mojej mocy
By mój materiał nawet mnie zaskoczył
A to największa nagroda
Jest mi szkoda, gdy ktoś robi mi ciśnienie
I tego nie zmienię - chce być nieograniczony jak marzenie
Więc proszę bierz, masz to czego chciałeś - tego szukałeś
Więc masz to ...

Bierz takie jakie jest - na to czekałeś, tego szukałeś
Więc masz to proszę chap !
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc masz to proszę chap !
Bierz takie jakie jest - na to czekałeś, tego szukałeś
Więc masz to proszę chap !
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc masz to proszę chap !

Przywołuję - Juwenalia w Białym Stoku
Był maj 98 roku
Feel-X, Joka, dAb na scenie
Ja z Wujkiem na początku trochę z boku - wtem błysk i połączenie
Wspólne zaistnienie, koncertowy sqad
Włączony mikrofon i żarzący się bat
Żadnych strat, praca nad nowym materiałem wre
Przypomnieć chcę, że czas mocno depcze nam po piętach
Droga choć prosta wydaje się kręta
Ginę w otmętach i w otchłani we wspólnej bali
K 44, W.S.Z., C.N.E. nagrani

"I teraz,- jesteśmy tylko awangardą"

Na początku trzeciej płyty dAb mi puścił bity
I stanąłem jak wryty dobry jak cipka Lolity
Z rytmu nie wybity - piszę rymy
Co do blantów nie wyżyty i mojej dziedziny
A więc zapalimy, wszystko załatwione,
Za godzinę dzwonek, skręcone i spalone
Próba z mikrofonem, a jak o tym mówię cały czas
Masz to co chciałeś masz to co chciałeś masz

Więc bierz takie jakie jest - na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - na to czekałaś, tego szukałaś
Więc sprawdź to
Bierz takie jakie jest - na to czekałaś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś

To właśnie chciałem wam powiedzieć, że
W Świętej Pamięci studio odnalazłem się
Jedni robią płytę trzecią - dla mnie to pierwsza
Rymowana proza wycięta z wiersza
Jestem taki Cygan co nie wróży z ręki
Jestem taki Cygan co śpiewa piosenki
Możesz mnie zobaczyć w swojej głowie jak usłyszysz mój głos
A mój głos, a mój głos jest ważny - Wujek nie poważny
Bierze to co inni chcą dać, ale czy oni tego się spodziewają,
Jeśli nie kumają po kieszeni mocno się zieleni - masz to

Bierz takie jakie jest - czy na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy tego szukałaś
Masz to co chciałaś, masz to co chciałaś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy na to czekałeś
Masz to co chciałeś, masz to co chciałeś masz
Więc bierz takie jakie jest - czy tego szukałaś
Czy o tym myślałaś, czy tego chciałaś ?

"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"
(słychać po dźwięku)
I nie zmienia się nic

"I teraz, jak na początku - jesteśmy tylko awangardą Polski"
(słychać po dźwięku)
I nie zmienia się nic (Hip-Hop)

2.KONFRONTACJE

Garbaty anioł zszedł na ziemie, powiedział
"Nigdzie stąd nie pójdziecie to więzienie.
Choć wierzeń to macie zatrzęsienie
Jesteście sami ja zwoje na antenie
Od 2000 lat porządkujecie świat, według zasad
W trybie, których pies bury i tasak
Przez kraj długi i szeroki płyną marzeń potoki
Jak przeżyć życie bez większych obrażeń
Powiedzcie mi ile jeszcze dni minie
Zanim zobaczycie, że świat i wy ginie
Może zobaczycie, a może nie
Przecież jesteście zamknięci jak kupa w klozecie
Jak to za dużo rzeczy tu przechodzi gładko
Coś mi się wydaje, że się rozbrykało stadko
Zrobię tu porządki rozwieję wasze mrzonki
Jesteście tak potrzebni ja ziemia w czarne stonki"

"A co to kurwa - powiedział ktoś z tłumu
- Czy ty przypadkiem nie zgubiłeś rozumu,
Gdzieś po drodze lecąc tu na jednej nodze,
By pleść bzdury, robić miny jak kosze z wikliny
My wszyscy jesteśmy z tej samej gliny,
Popełniamy błędy bo życie ma zakręty,
To jest logiczne,
Długie jak drzewo genealogiczne naszej rasy
Ty trafiłeś w takie czasy
Życie to twardy orzech, każdy orze jak może,
A Ty bum pierdut, o mój Boże
I masz pretensje i wyrzuty
Ty durny łbie zakuty jesteś tak potrzebny jak kotu buty"

Garbaty anioł na to
"Skończ pierdolić tato, to ty jesteś matoł
Jak nie to udowodnij
Powiedz mi tak, żeby wszyscy byli zgodni
Co wy tu robicie odkąd powstało życie ?"

Zaległa cisza wręcz grobowa
Nie powiedział nikt ni słowa
Pomyślałem może szansa wyjątkowa
Wychyliłem się uderzyłem tak:
"A ja wiem, ja wiem co my tu robimy
Po co na ten, na ten świat przychodzimy"
Jeśli oczy otwierasz szeroko
Pytasz czemu spoko powiem Ci
Więc nadstaw dobrze uszy
W ciszy nikt się nie poruszył, nie zaszeleścił,
Nie zaszeptał nikt nawet w miejscu nie zadreptał
Wszyscy czekali - oczy we mnie wlepiali
Doleciał mnie pomruk aprobaty z oddali
Pomyślałem tak, ah to jest ta chwila
Teraz moje ego zajebiście bardzo gila
Sytuacja, w której jestem centrum
Jak atrakcja turystyczna
Ściśle jak Akademia Ekonomiczna
Myślę czasem się przyśni, komuś wydaje się, że
Oto spotkał kolesia, który wszystko wie,
Tysiąc uwag skierowanych we mnie
Ich oczekiwania spełnię - obronię tezy jak He-Man Eterie
Nie jestem idiota by mówić jestem tutaj po to
Otwieram usta i niechaj płynie czyste złoto
Nagle wiatr moim oknem skrzypnął
Ja się obudziłem a Garbaty anioł zniknął

3.LITERY

W telewizji mówią
W telewizji mówią
Tak

W telewizji mówią - podobno tędy droga
Jeden nie słucha - drugi słucha
A szkoda
Najważniejsza powinna być Twoja głowa,
A nie ręka, dupa i noga
W telewizji mówią
W telewizji grają
Jednostki nadają - miliony odbierają
Chcesz czy nie chcesz zrobią Ci z głowy jajo
Od jutra wszyscy zamiast głowy z jajem popierdalają
Od jutra - z jajem popierdalają

Ale bez telewizji ja nie zasnę
Nawet gdy Sang Hai Lee zrobi mi laskę
Wszystko co ma ciemne strony ma też strony jasne
Włączam telewizor - żegnam się z miastem
Koło mnie pilot, Zajka i Kilo
Więc oczywiście trwaj wiecznie chwilo
Przełączam - wywiad z Marylą, wolę film z De Niro

Gdy chujnia jest na dworze po mieście się nie wożę
Przy telewizorze tak lepiej być nie może
O Boże znowu Drozda "Śmiechu Warte"
Panie Drozda idź Pan w chuj z takim żartem !
Ale mam programów 100
Latam po kanałach jak tornado
Szukam Hip-Hopu jak jakiś desperado
Znowu dobre rymy pojawiły się na łączach
Hip-Hop w telewizji od początku do końca
Od początku do końca

4.BAKU BAKU TO JEST SKŁAD

Baku, baku to jest skład x 4

Baku, baku to jest skład, raz, dwa teraz dAb
Czyli mój brat - powie co jest nie tak, czego tu brak

Baku baku bez wad
Z dAb'em od lat ja wprowadzam nowy ład
Czy jesteśmy nad, czy mówimy szach i mat
Czy klimat, baku baku ciężki jest jak cut
Od lat tematem K 44 nie był,
Gnat - pif-paf, ratatata
Chce mi, chce mi się, chce mi się śmiać,
Bo to chyba nie tak
Na głowie stawiam świat, jestem wolny jak ptak
Lubię baku baku, chcesz to ze mną zakurz
Zaproszę dziewczyny, zaproszę chłopaków

Baku baku to jest sqad, jadę na "Kanabis Cup"
W programie, to co najlepsze w Amsterdamie
Nie czas na spanie, Amsterdam wciąga mnie
Ty robisz to co chcesz, i ja robię to co chcę

Nie, nie, nie dobry wujek - Wujek, Wujek Samo Zło /to, to/ nie samo zło
Niedobry Wujek, Wujek, Wujek Samo Zło

Hej dziewczyny i chłopaki, bo jeśli macie pełne baki
To zapraszam was do draki w chińskiej dzielnicy
Jak w mojej okolicy
Chłopaki to już maja oczka jak szparki ...
A ich zegarki przez cały czas pokazują, że chłopaki rapują
W tym dobrym kierunku

- Przepraszam bardzo, którędy do baku bakowa ? Tam gdzie Ci chłopcy stoją ?
dziękuje bardzo Panu

Ilu chłopaków się zebrało
Każdy swoje nadaje, każdy wibruje tak jak mu się wydaje i pasuje
Wujek czuje i rapuje i w to wierzy do czego zmierzy
Zobacz jak to wszystko zachęca nas do tańca
To jest styl rapowego popaprańca,
Który popaprany przez całą godzinę
Namawiał do Jointów swoją rodzinę
Zobacz jak w helikopterze śmigło się kręci
Wszystkie złe rzeczy ulecą z pamięci
Tylko dobre zostaną - ty zostaniesz z głową wymieszaną
Baku, baku, baku, baku, baku, baku
To jest sqad
Baku, baku
To jest sqad
Baku, baku
To jest sqad
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest
Baku, baku to jest, to jest, to jest, to jest
To jest, to jest, to jest

Baku, baku to jest sqad raz dwa teraz dAb
Czyli ja - powiem wam co jest nie tak
Kiedy baku jest brak - wtedy czuję się tak
Jak bym leżał na wznak - mówił wszystko na wspak
A ty bakaj i fru, tak że braknie ci tchu
Nie potrzeba mi snu, kiedy oni są tu
Z nami ciągle nowe głoski, sqad niebezpieczny
Jak Albert Sosnowski, więc porzuć troski
Z nami ciągle nowe zdania - sqad fantastyczny jak sztuka kochania
Więc porzuć zahamowania
Bo to nie zbiór pustych bzdur
Jak dezidera nie tracę czasu na to co mi koło chuja lata
Jak Gari Kasparow dam Ci szacha potem mata
Jak w siatkówce nie odbierasz, to to strata, przejście
Jak Bruce Lee - fu, fu, fu smoka wejście
Baku, baku AbradAb i trzecie podejście

... trzy litery ...

Zobacz z której strony, nadchodzą oni w pogoni
Z mikrofonem w dłoni, nigdy nie nasyceni
Zawsze łakomi - by znaleźć się na fonii
I ładować aż do sił braku
Potem uzupełnić w swoim baku do pełna paliwo
By tworzyć tworzywo - muzę zwaną z perspektywą
Co iskrzy jak krzesiwo w umyśle
K 44, Wujek, D.J. Bart, C.N.E. ściśle
Obleceni przez zielony kwiat, baku, baku sqad
Razem od dwóch lat czuwa chiński zwiad
By nikt z nas nie odpadł, za nami drogi szmat
Robota owocna, emocja mocna - jak BIAŁA WDOWA
Ten tylko się dowie, kto raz Cię już spróbował
I od razu w rytm przytakuje Twoja głowa
Ja bakam, bakam, bakam, mikrofon w rękę,
Latam, latam, latam z dźwiękiem po eterze
W zadymionej atmosferze - kto chce niech bierze
A kto chce niech odmawia - to prywatna sprawa
Mnie znów chęć napawa by ...
Hej chłopaki czy coś sturlać macie?
Niestety jesteśmy już zieloni w tym temacie
Szkoda bracie, szkoda bracie szkoda bracie ...
Ja odpocznę a w tej chwili Bart i Feel-X

Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
Baku baku to jest sqad
To jest ...
To jest ...
To jest ...
To jest ...
To jest ...


5.RUTYNY

Na mikrofonie te rutyny i te tematy,
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy
Na mikrofonie te rutyny i te tematy
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy

Widzę plakaty - nareszcie K 44 w mieście
Wszystkich ludzi zbierzcie o godzinie 0 - na rogu
Najstarszy dziad nie pamięta jeszcze takiego tłoku
A tu ...

Cała sala czeka już około dwie godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od godziny pali baty
Te tematy, te tematy, te tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do niechęci uf ...
Bardzo dużo słów codziennie
To co było a co będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie
A tu ...

Sześciu kolesiów - oni wszyscy baku, baku
I podaj do chłopaków
Ratuj przed rutyną, miną zimna jak bilon
Gdy chwile płyną i odpłyną jak przed chwilą
A tu ...

Cała sala czeka już około trzy godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od dwóch godzin pali baty
Te tematy, te tematy, tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do pamięci uf ...
Powtarzanie wciąż tych samych słów
Co to będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie

Cała Polska czeka 44 godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cały Kaliber od początku pali baty
Te tematy, tematy, tematy, tematy,


Come On Mother Fuckers, Come On ...

6.WENA

Zdradliwa wena, raz jest, raz jej nie ma.
Choć podstępuje na czoło jak morena
Zżera mnie trema, myślę o tym o czym nie powinienem,
W tym momencie - chyba się przekręce.
Coraz goręcej i pióro drży w ręce,
Rozpoczęte dzieło i coś się zacięło.
A ile to już lat minęło, od kiedy wszystko się zaczęło
Rewolucja jak z mono do stereo.
Inne pomysły bombardują wyobraźnie
Jak meteorytów deszcz - chłopcze chcesz jeszcze ?
Cóż proszę bardzo jedni łakną inni wzgardzą
To dla iluś popularny jak "SMOK MILUŚ"
Hip-Hop ma wyróść jak dąb przed domem wielki
Ciągle kręcić i nęcić jak cukierki
Poprawiam usterki, zmieniam jak fale radia
Ludki stoją w rządku jak honorowa gwardia.
Spróbuj się wychylić a utrę Ci nosa
Figa z makiem - trafiłeś jak na kamień kosa
Masz złe intencje - poniesiesz konsekwencje
Słuchaj głosu serca tym lepiej im prędzej
Bo to jest ważne co jest w każdym,
Lecz głęboko
Nie potrzebne jest tutaj szkiełko i oko
Kształtowanie siebie i rozwijanie
Zdążanie do doskonałości w granicach możliwości
Posiadanie moralności i techniki
Bo życie to nie tylko atak ale i uniki

Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma
Ja ją prowokuję bo to moja domena
Dla mnie jest Hip-Hop i dla mnie jest scena
A co dla ciebie - zapytaj siebie
Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma
Ja ją prowokuję bo to moja domena
Dla mnie mikrofon i dla mnie jest scena
A co dla Ciebie - zapytaj siebie

7.NORMALNIE O TEJ PORZE

Normalnie o tej porze - wożę się po mieście
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Zazwyczaj - jak żaba skaczę z miejsca na miejsce
Dzisiaj to nie przejdzie - do domu wrócę prędzej
Wczoraj ...
Przy fajce i butelce, po którą ...
Trzeba stać w kolejce
Było więcej kobiet - wszystkie były piękne
Tak ... lepiej jak jest więcej

Może by coś dzisiaj, ale ja umywam ręce
Pędzę do domu prędzej niż F5 w BeEmCe
Pięknej koleżance, w pięknej sukience
Mówię "PA", chwytam kierownicę jak Zorro lejce
Numeromania na liczniku,
Sam sobie komentuje to co w radioodbiorniku
Niedługo będę w domu, nic nie pokrzyżuje moich szyków
Za parę minut zaparkuje przy chodniku

Normalnie o tej porze - wożę się po mieście
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Normalnie o tej porze - wożę się jak wożę
Normalnie o tej porze - raz lepiej, raz gorzej

Jakoś niechcący - złapałem za cybuch gorący
Wykonałem wdech tępy, żar mi wpadła do gęby
Wyplułem od razu nie fartownie
Bo spadł mi na spodnie i na szybkości
Miałem dziurę o wielkości dwuzłotówki
Nie palę dziś już z lufki, nie palę dziś już wcale
By wieczór długi jak korale, a ja wciąż zmieniam lokale
Za oknami migają latarnie, jadę dalej
Coś się dzisiaj bawię marnie,
Czerwona fala jechać ciągle nie pozwala
Z dala ktoś podbiega - to dalszy mój kolega
Stuka w szybkę, wsiada szybko, gadką męczy płytką
I mówi dziwnym tonem - cóż wiszę mu kabonę
- Hej Peperoni skręć w lewą stronę
Ja tutaj z tyłu w piwie tonę, bo było wzburzone
Jak by tego było mało - kurewsko się rozpadało
Oprócz gotówki nic już z planów nie zostało
Nic już z planów nie zostało

Normalnie o tej porze - wożę jak wożę
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Normalnie o tej porze - wożę jak wożę
Normalnie o tej porze - raz lepiej, raz gorzej

Normalnie o tej porze - to normalne o tej porze
Raz lepiej raz gorzej
A normalnie o tej porze wożę się jak wożę
To jest normalne o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Bo to normalne o tej porze

Wsiadaj - jedziemy
Na transporter się złożę, muzyka forte
Jak zazwyczaj o tej porze
Noc ciemna jak porter, porter szumi jak morze
Szumi też coś tam w zielonym kolorze
Tak ... dziś będę pasażerem
Dziś w domu chciałem wcześniej być
Intencje miałem szczere, dziś spędzam dobrze
Z soboty będę na niedziele
Nie będzie kłopotów z powrotem - są przyjaciele
Są przyjaciele, są przyjaciele, są przyjaciele
Są przyjaciele, są przyjaciele, są przyjaciele

Hej nie jedźcie jeszcze, zostańcie jeszcze ... Bartek bardzo się spieszysz ?

8.CO ROBISZ ?

To był ten dzień, w którym
Pomyślałem, że dziś nie stanie się to samo
Odmawiam chmury, bo chcę mieć umysł czysty
W sposób oczywisty cel osiągam
Z pracą się nie ociągam, bo nie należy
Jak chcesz coś zdziałać - musisz w to wierzyć
I dążyć do tego jak by niczego nie było innego
Powracam myślą do roku owego
91 w końcu którego zapragnąłem być jak
Jack D DMC
Wypuszczać z siebie słowa jak broń maszynowa kule
Początki przyszły z bólem i od nowa
Nikt nie mówił, że droga będzie kolorowa i usłana różami
Więc graliśmy z Punkami
A pomiędzy koncertami sprawa była jedna
Mówić, rymować i trafiać do sedna
Zabawa przyjemna - choć zabawa podziemna
Grono słuchaczy było małe jak kminek
Trzeba wydać płytę aby rozbudować rynek
Zapotrzebowanie jest czy go nie ma
Mnie to jebie - proszę tylko posłuchajcie tego dema
Jestem w niebie - składanka SP jest w sklepie
Cel numer 1 osiągnięty, wszystkim frayerom, niedowiarkom poszło w pięty
Nie jeden mówił potem, że AbradAb jest pierdolnięty
Nie szkodzi mi to, jeden woli piwo drugi żyto
Wracam do starych biznesów jak Carlito
Ty płacisz my to dając poparcie, tak potrzebne tym na starcie
Bo nie kończy się na farcie i nikt nie studzi zapału
Gdy trafiasz do ludzi pomału, złość budzi wytrwałość
Jak nie wierzysz to się załóż
Ja od tych wszystkich lat jako MM
Potem AbradAb tak ja ha opanowuje cały świat
I mam zasady i jest ich coraz więcej
Jak MC - nie wystarczy palców w jednej ręce
Nie napierdalaj na kolesiów jak kalibus
Pierdol przymus zwłaszcza durny jak armia
Wiedz gdzie Mazury są i Warmia
Nie bądź obcy jak malaria - głodnych rymem swym dokarmiaj
I przede wszystkim - nie rób chujstwa swym bliskim
Gdy tak się staje - nikt się z chujem nie zadaje

Pytasz co robić - powiem to Ci

Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi !
Rób co najlepiej Ci wychodzi ! Rób co najlepiej Ci wychodzi !

9.MASZ ALBO MYŚLISZ O NICH AŻ...

Hip-Hop wyrasta od miasta do miasta
24 godziny na dobę dobry bit
Pieniędzmi szastam jak jest dobra passa
A potem nie mam nic, ale jest dobry bit
Matka mi mówi:

"Ty jesteś chyba głupi - kup sobie coś"

A ja wydaję tak w kit
Pieniądze są lub ich nie ma, a Hip-Hopu scena
Wyrasta z podziemia i docenia dobry bit
Nie dorobek szybki i nie złote rybki
Dookoła cipki do kłębka od nitki
Nocne życie - kiedy ja się bawię to wy śpicie
Po każdej płycie napierdala dobry bit
A mandatów nie płaconych ja mam cały plik
Przychodzi komornik

- Gdzie jest Joka,
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka

A ja jestem na imprezie, dziewczyny i muzyka
Jak by ktoś pytał w dupie mam komornika
Daleko mi do typu, typu pracocholika
Joka, Joka, baku, baku używa języka
Kiedy leci dobry bit i kiedy atmosfera
Od zmierzchu po świt jest dobra jak teraz
W kieszeni trzy zera - bo nie noszę portfela
Przywitam barmana i przywitam dealera
Bo po to jest kasa, żeby żyć nie umierać
Różowe okulary jak różowa pantera
Kiedy bit naciera, wtedy kwit uwiera
Przywitałem już barmana więc przywitam kelnera
Masz albo myślisz o nich jak mam
To jest git wtedy znikam na imprezie

- Gdzie jest Joka,
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka
Znikł
- Gdzie jest Joka, gdzie jest Joka

Dawno temu jak słońce, ktoś wymyślił pieniądze
Dawno temu - jak myślę - ktoś zarobił na pomyśle
Idąc dalej dawno temu w czasach bimbru i Carmenów
Moje pierwsze cukierki za pieniądze za butelki
To jest dobra nauka, czy znajdzie ten kto szuka
Forsę - na ziemi leży jesteś ślepy że nie bierzesz
Znam to ciśnienie rozpierdala Ci kieszenie
To próżnia z gęstości tłumów mechów wciąż wyróżnia
Bo mechy pozbawione są jednej cechy
I przyciskają życia tak jak gaz do dechy
A kiedy je przyciśniesz sypią się talary jak dojrzałe wiśnie
To się opiera na pomyśle
Więc znasz inny sposób - może rzucenie papierosów
Za pięć lat odłożysz na samochód
Więc syp, syp, syp mi talary do portfela - to mnie rozwesela
W duszy gra jak lot trzmiela
Gdy nie ma floty zaczynają się kłopoty
Kłopotów nie kocham - ja wiec kocham banknoty
A zamieniam je w zielone, a zielone w siwy dym
Siwy dym w dobry humor, dobry humor w dobry rym
To mój sposób na życie
Ja to mam, mam wy o tym śnicie
Jeszcze więcej dziewcząt wokół, o każdej porze dnia i roku
Chcę mieć przy boku jak Zorro szpadę
Więc kochanie luz - dam sobie radę
To mężczyzna robi forsę, a nie forsa mężczyznę
Jeśli wiesz o czym mówię możesz zdjąć już bieliznę

Masz albo myślisz o nich aż ...
Masz albo myślisz o nich aż ...
Masz albo myślisz o nich aż ...
Masz albo myślisz o nich aż ...
Masz albo myślisz o nich aż ...
Masz albo myślisz o nich aż ...

10.BAKU BAKU CIĘŻKIE JEST JAK CUT

Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest sqad

Baku, baku to jest sqad, raz, dwa teraz dAb
Czyli mój brat - powie co jest nie tak, czego tu brak

Baku baku bez wad
Z dAb'em od lat ja wprowadzam nowy ład
Czy jesteśmy nad, czy mówimy szach i mat
Czy klimat, baku baku ciężki jest jak CUT
Od lat tematem K 44 nie był,
Gnat - pif-paf, ratatata
Chce mi się śmiać,
Bo to chyba nie tak
Na głowie stawiam świat, jestem wolny jak ptak
Lubię baku baku, chcesz to ze mną zakurz
Zaproszę dziewczyny, zaproszę chłopaków

Baku baku to jest sqad, jadę na "Kanabis Cup"
W programie, to co najlepsze w Amsterdamie
Nie czas na spanie, Amsterdam wciąga mnie
Ty robisz to co chcesz, i ja robię to co chcę

Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest ...
Baku, baku to jest sqad

Kłęby słów, jak kłęby dymu
Wydobywają mi się z ust - godzina minimum
Gramofonów rozstawienie plus mikrofonów ustawienie
Bus na parkingu - my na scenie
- Impreza pierwsza w rankingu
Baku, baku to jest sqad to jest Joka - mój brat
C.N.E., W.S.Z. D.J. Feel-X i Bart
A propo jest spoko - to dobry czas
Więc uderzam ich głęboko
Koncertowo tworzymy ciągle na nowo
Ja Ci dam bit a Ty mów i ruszaj głową
Baku, baku idzie po zielonym szlaku
Prosty do rozpoznania po słuchu, węchu i smaku
Baku, baku
Baku, baku
Baku, baku
Baku,
Baku, baku

Zobacz ... zobacz ... zobaczymy co mi z tego wyjdzie

Baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT ...
Baku, bak, baku, baku
Ciężki jest jak CUT, CUT, CUT, CUT ...

Zobaczymy co mi z tego wyjdzie - ile osób przyjdzie
Na nasze koncerty z baku, baku oferty
Adaptery, mikrofony i czarnych płyt sterty
Nie potrzebne są nam certyfikaty
Sprawdź gdy zobaczysz gdzieś nasze plakaty
Dopilnuj daty, przyjdź i przynieś bakaty, dzięki wam i nam
Hip-Hop staje się bogaty w brzmienia, doświadczenia
I nowe tematy, kolejne etapy
My ciągle w pogoni - nie zaspokojeni i zawsze łakomi
By znaleźć się na fonii, by ładować do sił braku
To jest sqad baku, baku
Sześciu chłopaków zjednoczonych w tym samym pomyśle
K 44, Wujek, D.J. Bart, C.N.E. ściśle
Wersja ciężka jak CUT tak o niej myślę

Baku, baku wersja ciężka jak CUT
Baku, baku - tak to jest ten sqad
Baku, baku sqad wersja ciężka jak CUT
Tak o niej myślę - tak to jest ten sqad
Baku, baku wersja ciężka jak CUT
Baku, baku - tak to jest ten sqad
Wersja ciężka jak CUT
Tak o niej myślę, tak o niej myślę

Hej dziewczyny i chłopaki, bo jeśli macie pełne baki
To zapraszam was do draki w chińskiej dzielnicy
Jak w mojej okolicy
Chłopaki to już maja oczka jak szparki ...
A ich zegarki przez cały czas pokazują, że chłopaki rapują
W tym dobrym kierunku i w tym dobrym klubie
A muzyka leci tak jak lubię
I taka jaką lubię jest atmosfera, gdy swoje towarzycho wybiera
I rozbija się na mniejsze - baku, bak to sprawi
Ktoś zagada i zabawi, ktoś się będzie śmiał
A my to wszystko razem wymieszamy
Taka misję baku, baku w sqadzie mamy

Zobacz ... zobacz ... zobacz ... zobaczymy co mi z tego wyjdzie
 


 
 

 

 

"Księga tajemnicza, Prolog"


1."NASZE MÓZGI WYPEŁNIONE SĄ MARIĄ"

Piorun, błysk, deszcz i zimno jest
Ulica w domu zmarłych, na niej Ty..
Ogarnia Cie dreszcz.
Wiem, boisz sie, to jest szok
Twój mózg szaleje gdy słyszy nasz głos
Wołamy Cie: Chodź póki czas!
Tylko Ty jako nekroskop możesz pomóc nam!
Czekaliśmy na Ciebie dzień za dniem i rok po roku
Wreszcie tu jesteś, przyspiesz kroku i chodź
Bo już dawno nasze mózgi wypełnione są Marią!
Jeszcze jedna chwila i sie rozwala
I wyleje sie to, co tak długo w nich wzbierało
I chodź bo już dawno
Nasze mózgi wypełnione są Marią

Noc, ciemność, pełnia księżyca
Nagle słychać huk, trafiła błyskawica w nasz grób
Pękł na pół, na dole widać jak leży mój trup
O Boże Co sie stało?
Zdarzył sie cud, to nie trup, ja mam ciało!
Ja żyje i chce wyjść!
Lecz ja siły mam za mało!
Już tu jesteś? Podaj mi ręke!
Kaliber 44 my chcemy wyjść, my już żyjemy!
Podaj nam dłoń, podaj nam ręke
My chcemy wstać, jak w tej piosence
Słyszysz nas? Chcemy wstać, chcemy grać! x2

 

 

2."USŁYSZ MÓJ GŁOS"

Usłysz mój głos człowieku!
1996 rok i minęło pół wieku
Lecz jesteśmy tu, to nasz wysiłek nam pomógł
To jest Kaliber, już w domu nasza pierwsza
Pierd..... płyta
Uderza w Twój mózg (bum, bum) jak błyskawica
I już jesteś chory, Twój ojciec chce wyleczyć Cie
On jest popierd....., nie daj sie, mówie Ci
- On nie wie
Ile znaczy ta muzyka dla Ciebie
Bo ta muzyka jest nieuleczalna
Bo ta muzyka to ułamek tarcia!
Między naszym, ziemskim wymiarem,
A czymś więcej, a czymś dalej!
Między naszym, ziemskim wymiarem,
A czymś więcej, a czymś dalej!
1996 rok, usłysz mój głos (hej!) aa, człowiek! x4
1994 rok, 1995 rok, 1996 rok...

 


3. "BRAT NIE MA JUŻ MIŁOŚCI DLA MNIE"

Brat nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Brat nie ma już miłości dla mnie, nie ma już miłości

Idę i myślę i nie wiem co myśleć
Myśli jak uderzenia bata...
Brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks, gasi dumę
Że jestem człowiekiem - obdarzonym rozumem
Zwierzęciem, ni mniej ni więcej, ale
Nie wyzbyłem sie instynktów, wołam krwi na cały głos
Musi zabić ktoś by żyć mógł ktoś - to jest moje motto
W tym całym szaleństwie chodzi tylko o to
By zniszczyć swego brata własną głupotą
Brat nie ma już miłości dla mnie...

To co słyszę wciąż w telewizji, radiu
Już nie dociera do mnie wcale
Znowu brat zabił brata i zabija dalej
Znowu brat zgwałcił siostrę i dalej mu mało
Znowu brat zrobił napad i wszystko sie zjeb...
Powiedz mi dlaczego media
Podają wciąż nowe przestępstwa?
Powiedz mi dlaczego tak trudno
Patrzeć dalej niż na własne podwórko?
Więcej szmalu, w gonitwie po szmal
Człowiek nie patrzy że zdeptał mnie dzisiaj
Brat nie ma już miłości dla mnie...

Hej Joe dokąd pędzisz z tą spluwa w dłoni?
Czyżbyś widział to samo co oni?
Jeden problem załatwię
Zrywam sie do ciepłych krajów, znasz mnie
Jestem nieśmiertelny (jak każdy) i nic mi sie nie stanie
Widzę wszystko i wszystko boli
Może czasem lepiej zamknąć oczy
Lecz to ran nie zagoi
Bracia napierd..... sie z drugim
Bo lubią inne gówno, słuchaj no
Tak myśle że palne se chyba w łeb (tak sie stanie)
Bo nie ma już miłości dla mnie
Brat nie ma już miłości dla mnie...

 

 

4. "PSYCHOZA"

Już północ, co tu robisz sam?
Twe serce ogarnia strach!
Gdzie dorośli, gdzie dzieci, gdzie się wszyscy podziali
Kur.., jak pełno ich jest w dzień biały!
Lecz teraz nikogo nie ma, jak by na złość Tobie
Światła już dawno pogasły w każdym oknie
Jesteś tu sam, zupełnie sam, jak palec
Wokół ni kota, ni psa, ni szczura nawet
Gdy w biały dzień jest pełno kumpli z Tobą
Teraz nie ma nikogo, oni ci nie pomogą
Ty wiesz, że niebezpiecznie jest i zastanawiasz się
Czy już biec, czy jeszcze nie

Musisz biec lecz wiesz, że wiesz, to zamało jest,
Oni wciąż Cię doganiają lecz...

O tak! Przeleciał Cię strach
Gdy wśród nocnej ciszy pisk opon słyszysz
Błyskawicznie w tył się odwracasz
Chwytasz za serce a puls dopierd... chłopcze nawalasz!
Patrzysz i widzisz dwa cienie
Jeden ma coś w ręku i biegnie do Ciebie
O Boże! Jak bardzo boisz się
Jak bardzo byś chciał, by to był tylko sen
Lecz musisz biec, są już tak blisko, boisz się odwrócić
Twój mózg już nie pracuje, byle tylko uciec
Wbiegasz do klatki, jak do pułapki
Którą jest stary, pięciopiętrowy blok mieszkalny
Wbiegasz na samą górę, wiesz, że nie masz wyjścia
Słyszysz jak biegną i czekasz na koniec życia
Wiedziałem, że jak ich zobaczysz mało co nie umrzesz
Patrzysz, Widzisz, przecież to są
Kur.. tylko twoi kumple...

 

 

5. "TO CZYNI MNIE INNYM OD WAS WSZYSTKICH"

Puk, puk!
Gęsta ręka anioła
Puk, puk!
Spłynęła, dotknęła mego czoła
I kto tam? Pytam kto tam
Szaleństwo, nowa radość, utracony raj i pamiętaj
Że nigdy nie mam dość tego gówna
Mych bliskich, co czyni mnie innym od Was wszystkich!
Bo w mej głowie otworem stoją wszystkie bramy
Widzę dźwięk, przeznaczenie, wojenne tam-tamy
Moje ciało na innej płaszczyźnie pozostało
Umysłu labirynt, pragnienie mnie wessało czuć wszystko
Nawet najmniejsze gówno, ale gówna tu nie ma
To nie jest ta Ziemia, którą znałem
Schodziłem, zwiedziłem, zasrałem i sprzedałem
Ale ile kupiłem?!
Nie zrozumiesz tego
W Twojej głowie nie ma miejsca na piękno
To jest właśnie moje piętno
Paść w ramiona Twe...

Poduszek sto, poduszek milion
Zapadam sie powoli, nie chce wracać, bo to boli
I śnie mój sen, sen na jawie
Pozostanę w nim tak długo jak tylko potrafię
Słyszę głos tam, gdzie Ty mówisz, że go nie ma
I widzę schody tam, drogę do nieba
I słyszę głosy ludzi, wszyscy mówią i bredzą
I widzę jak patrzą, ja wiem, że oni wiedza
Bo ja biegam po polach mojej świadomości
I wołam i krzyczę: tu nie ma nienawiści i złości!
To jest wolności miejsce, moje serce pełne jest miłości
Nic więcej
A te spojrzenia i gesty, uśmiechy, w ogóle
Skur...... nie wiedzą gdzie ja teraz sie znajduje
Pojęcia nie maja, wytłumaczyć nie dają
Na dole widza i tam umiejscawiają
I nikt Cie nie słyszy, bo nikt Cie nie słucha
I nikt nie widzi Twego odlatującego ducha
W kajdanach jesteś, zaszufladkowane piękno
I co zrobić, nadal to jest moje piętno
Paść w ramiona Twe...

Wybieraj, wybieraj, wybieraj co wolisz:
Prawą czy lewą ręke mam Ci upierd....?
Odchodzisz i wracasz i wracasz by odejść
Jesteś nikim, lub tchórzem, jak wolisz
Więc zostań, mówie po raz ostatni, odlecisz...
Zamknięte drzwiczki od klatki!
I dlaczego mi to robisz i dlaczego mnie kopiesz
To moje życie, co na ten temat mi powiesz
To cześć mego istnienia jak chleb i powietrze
Nie czułeś pragnienia jak cierń?
Ty jeszcze niesiesz co to jest i tak już zostanie
Zadajesz mi ból, takie Twoje przekonanie
Że robisz dla mnie dobrze, że ja nie wiem co ja robię
Lecz to moje życie i sam za to odpowiem
Nie chce litości, kompromisu, pieprzenia
Nie możesz pojąć, więc tylko zrozumienia
I pozwól mi widzieć Twoje i wewnętrzne piękno
Nie pozwól by to było nadal moje piętno!

 

 

6. "WIĘCEJ SZMALU 2"

Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci!
Pragnienie kasy zmienia Twój tok myślenia
Sny, marzenia, sposób ich spełnienia i już i wiesz jak
Przyspieszona akcja serca to szach i mat
To po prostu życie, w którym pieniądz jest górą, to fakt
3, 2, 1, 0 start i akcja!
Chwila strachu jest tego warta
A klatka stop - Twój los zna tylko tarota karta
Pierd.... to bo to Twoja życiowa szansa
Na sukces, którym jest
Więcej szmalu, więcej czadu, więcej dup zabija Twój stres przez

Ref.: x4
Więcej szmalu, ni ma szmalu!
Skąd go brać? Skąd mam brać? Nie mam jak!

Spójrz na mnie, jestem tutaj na scenie
Mam pragnienie, zupełnie tak jak Ty
Moje życie to dążenie
Powiedz mi, jak bardzo tego chcesz
Delikatny dreszcz gładzi Twoje podniebienie
I już wiesz i ja i pogoda dla bogaczy
W Tej krainie pada deszcz, wiosenny też
Bo nie tylko jesienny i listopadowy
Powoli pomysły wskakują do głowy
Co to znaczy?
Sytuacja Twe życie potoczy i wyznaczy
Po-po-po-popchnie w grono innych graczy
Pytanie zostanie, nie ma odpowiedzi na nie
Stop klatka, marzenie, zapomnij. Akcja! Akcja!
To pragnienie zmienia Twe widzenie
Niemy film, milczenie, kolory czarny - biały
Popraw kolory, coś nie tak z kolorami
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami
Mitshubishi, jackoozie, silikony i palenie!

Ref.: x4

I co to jest ten błysk w Twym oku widzę znów
Pragnienie posiadanie większej kasy, żebyś mógł
Całymi dniami leżeć i pierd.... dziwki
I ha! I ha! Ten cel jest już bliski
Jak wyciągniecie ręki po zakazany owoc
Ziemia obiecana! Trzeba umieć sobie pomóc!
Wyjaskrawię Twój styl
Jesteś pod presją - chcesz to? Bierz to! Niech to
Ch.. ile czasu strącił ojciec Twój
By pokazać Ci jak masz żyć tu jest klif:
Bierz co chcesz i nie patrz czy to źle czy nie
Swoją głowę rzucasz dziś na szale
Zwycięstwa poczuj smak, życie daje Ci znak
Jak masz spełnić swe sny by być inny, lepszy
Los, tutaj tylko Ty stawkę ustalasz:
Va banque - wszystko na wszystko, jak nie to spierd.....!

Ref.: x4
Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci! x4

 

 

7. "DO BOJU ZAKON MARII"

Kim oni są, kim my jesteśmy?
Jesteśmy Kaliber 44, wierz mi
Nadchodzimy już by rozj.... Twój mózg
Sprawdź to, to jest nasz pierd..... hardcore rap
Prosto z Bogucic, nie chcemy uczyć
Prosto z Bogucic, by rozj.... Wasze mózgi na zawsze
Wokół 44 magicznej liczby czar Cie ogarnie, marnie
Po raz pierwszy w Polsce psycho rap
Coraz głośniej, coraz mocniej, właśnie tak
Nadszedł czas, to jest czad
Nasze imię znasz wiec je wykrzycz jeszcze raz!
Zakon Marii do boju!
Zakon Marii

To jest właśnie nasza pierd..... Magia
Tak uderza w Twój mózg bo prowadzi nas Maria!
Wyobraź se nóż jak wrzenia Ci go w brzuch
Jesteśmy tuż tuż, nie pytaj któż to
Cóz, to, nie wiesz jak żniwo zbiera brzytwa, która tnie?
O włos Cie trafi, jesteś z nami? O nie!
To mój styl: gdzie Magia, gdzie Miecz, musze Wierzyć
Że ktoś tam musi wiedzieć w kogo ja mam uderzyć!
Moje ciało na ziemi stoi, widzę wzrok
Skur...... jak nie kumasz usłysz mój głos!
Bo to prawda, jasna jak wschodząca gwiazda
Moje życie, a nasze imię brzmi Kaliber!
Zakon Marii do boju!
Zakon Marii

Gdzie? Kto? Kiedy? Gdzie? Kto? Kiedy?
Skąd to sie bierze?
Czterdzieści i Czterej mej Pani rycerze?
Dym z moich ust, który spływa na Ciebie
Czy potok słów, mówisz: nie, jeszcze nie wiem!
Więc podejdź bliżej, niech Twój mózg opuści klatkę
Zrozumiesz wszystko kiedy poznasz moja Matkę
Me słowo, mój miecz, Jej Magia i życzenie
Wcieramy w Ciebie wszystko na Jej postanowienie!
Więc chodź, jeszcze tylko jeden raz
To jest, to jest Zakon Marii, czy teraz nas znasz?
Zakon Marii do boju!
Zakon Marii

 

 

8. "BIERZ MÓJ MIECZ I MASZ"

Bije ich srodze do Ciebie przychodzę tak szybko
By wspomnienie-nie-mykło, nie znikło
Lecz było i trwało jak styl mój
Noc cała ofiaruje Tobie
By przy dźwiękach i stękach
Dokonać spełnienia jeb..... uniesienia!
Bierz mój i masz, pokaż na co Cie stać
Nie bój sie dać, jestem po to by brać
Grę wstępną odprawiam walecznie
Skutecznie, bezpiecznie
Jestem tu i teraz i wiecznie
Bądźmy więc jednością, jedną duszą, jednym ja
Ciągle niech mnie kuszą powaby Twego ciała!
Czy chciałabyś zobaczyć dziś
Pokazać Ci miecz twardy jak skała!
O tak, bardzo bym chciała! Mój kochany!

Coś jak dynamit, ale ktoś, lepiej proś
Czy to świt, czy to zmierzch, ja przelecę Cie na wskroś
Przecież wiesz
Obojętne mi czy tego chcesz
Może 69 bo 96 rok teraz jest
Ten krok to coś jak pierwszy raz
Ja nie wiem, lecz to niezapomniany czas
A bo kto ? A bo ja położę Ci na twarz mój miecz!
Powąchaj mój miecz i bierz mój i masz
i Ś.P. już teraz mnie znasz
Już, to nie żaden mit
Magma prysnęła przez szczyt - zaleje Pompeje!
Jest już tuż-tuż, co sie dzieje?
To nie żaden kit, to nie żaden trik
Coś jak We-zu-wiusz, coś jak dynamit!

Kto to i po co to tu
Zjawia sie znów ku twemu zdziwieniu, westchnieniu
Mój miecz jest gotów byś mogła go poczuć
Tak mocno jak pragnę, zaprawdę
Zabrać Cie w nieznane
Może i tym razem nazwiesz mnie Magiem!
Miecz i magiczna pałka-zapałka dwa kije
Który z nich wybierzesz - wybór należy do Ciebie
Wiedz, że ence-pence, w której ręce
Trzyma inny MC Ciebie
Mnie to jeb.. - jeden jest miecz
Którym przebić Cie chce
Tak naprawdę, niech zgadnę:
Ile, co i jak dla Ciebie warte, teraz znasz mnie
Jestem Magiem, podpisuje sie Tagiem
I 3, 2, 1, 0 start i sprawdź to, sprawdź!
Okolica była malownicza, przedstawiłem dwa oblicza
Jak postrzegasz mnie zazwyczaj?
I Cie wliczam!

 

 

9. "+ I -(Plus i minus)"

Ref.:
Plus i minus to jedyne co widzę
Plus i minus to jedyne co słyszę
Plus i minus to jedyne czym żyje...

Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem!
Idę tam, idę sam w tą czarną chwile
Tyle myśli w sekund tyle
To wątpliwe żebym czegokolwiek bał dziś sie cokolwiek
Ja to wszystko pierdole wiesz
I szkole, stres, strach, kur.. mać
Czas sie bać, nadszedł czas, sprawdź to, sprawdź!
Plus i minus to jak jakiś pierd..... wyrok
Sądu mego czas, pytanie: musze zginąć?
Boże, doktorze, może pomoże ktokolwiek
Który z was mi odpowie, kto?
Czy to jest kara za mych grzechów sto
tysiąc czy milion (milion)
Ch.. wie ile tego było
Ale strzał, ile ja bym dał, mieć znów chciał
Problemy codziennego dnia
Całymi dniami siedzę, oglądam telewizje
Ile, ile ja bym dał byle o tym nie myśleć lecz...

Ref.:
Plus i minus to jedyne co widzę
Plus i minus to jedyne co słyszę
Plus i minus to jedyne czym żyje
Plus i minus to jedyne, jedyne jest!
Plus i minus, plus i minus, plus i minus
Czy to plus czy to minus był
Plus i minus, plus i minus
Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem!

Czy grzeje doktorku?
Nie, w żyłe nie daje, Damarihuane pale,
Ścierwa tez nie wale
Pytania, odpowiedzi, to jest jak spowiedź, ja
Ja już nie mogę, tak bardzo sie boje
I modle
I cokolwiek...
I biegnę i gonie życie swoje!
O nie, nie!
Nie zabijaj teraz mnie!
Wiesz, że plus to oznacza dla mnie śmierć!
Czy ty kumasz doktorku, że to jest moje życie:
Kobieta, zabawa, Kaliber i trawa
I kumple i moi ludzie, taka jest prawda marna ta!
O właśnie tak
Ja jestem Magik I z 44
Kaliber I ciągle żyć chce
Gdy pomyśle, że to mam, że to mogę mięć, mięć
Ile ja bym dał byle o tym nie myśleć!
Lecz...

Ref.:
Plus i minus to jedyne co widzę (jedyne, jedyne)
Plus i minus to jedyne co słyszę
Plus i minus to jedyne czym żyje
Plus i minus to jedyne, jedyne jest! Plus i minus,
Plus i minus, plus i minus
Czy to plus czy to minus był
Plus i minus, plus i minus...
O Boże daj żeby to był minus!

Odliczam te dni, gdy czekam na wyrok
Jak mam dalej żyć? Może dowiem sie dziś?
I - drynd - telefon dzwoni i jak co dzień
Może tym razem wreszcie sie dowiem!
Dziś nadszedł ten dzień, dziś nadszedł dzień
Może będzie mym najlepszym dniem, a może nie
Dziś nadszedł ten dzień, dziś nadszedł dzień
Może będzie mym najgorszym dniem, a może nie
Mój mózg płata mi figle gdy ja myślę, że to plus
Jezus! Jestem na miejscu już!
O Boże mój, tylko nie mów mi, że ja jestem tchórzem!


scenka
- Dzień dobry. Numer pańskiej karty?
- 255
- Hm, no cóż, na przyszłość powinien pan bardziej...
- Wynik, wynik... Jaki jest wynik?
- Jest to minus, jednak na przyszłość powinien
Pan bardziej uważać...


O Boże, na szczęście to był minus
Boże, na szczęście to był minus!
Plus i minus - ja już tego nie widzę, nie!
Plus i minus - ja już tego nie słyszę, nie!
Plus i minus - ja już tym nie żyje, nie!
To wcale nie jest już jedyne! (jedyne, jedyne)
Dziękuje Ci, Boże, dziękuje!

 

 

10. "MOJA OBAWA ( BĄDŹ A KLĘKNĘ )"

Czym dla Ciebie jest świat?
Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch
Tak ot tak
Pokaż skrawek Twoich ust, pokaż Swój mózg
Może słowa te za małe są
Przecież jestem tylko łza, przecież jestem tylko wszą
Nieliczne czarne babie lato
Opowiedz mi, powiedz, powiedz mi powiedz
Przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą
Ojcze!
Tato!
Jakie Twoje imię jest?!
A może Ś.P. Brat Joka odpowiedź już zna...
A może nie, a może tak
A może tak, tak, tak, tak!
Przyznaj sie, że Ciebie nie ma - to legenda x4
Zawsze szybko umierają tacy jak ja
Tacy sami lecz ciągną nitki inny kolor
Wiedzcie, że jest
Bo ktoś musi być
Bo tak łatwiej żyć
W to można uwierzyć...
Pierd...!
Do widzenia w piekle, do zobaczenia w piekle
Ona podała mi dłoń i ja dla Niej klęknę
Ja dla Niej padnę
Ani słowa ze strony ludzi i ja to odgadłem
Mnóstwo słów o Tobie:
Mówione, pisane, czytane i tak sie nie dowiem
Bo tajemnica owiane jest to:
Dobro czy Zło
Białe lekkie babie lato...
Czarne lepkie babie lato...
Białe lepkie babie lato...
Czarne czyste babie lato!
100 stóp nad ziemią wyciągnięta ma dłoń
Będę mówić - dawno wyrzygałem knebel
I mój głos, i moja Wieża Babel
Ja urządzę post, otworze drzwi od klatki
Ja spojrzę na Ciebie, ja moimi oczyma
Ja spojrzę na Ciebie nie oczami mojej Matki
I zobaczę coś...
A może tam nic nie ma?
A może kto? powie - to legenda...
Ale ze mnie wszą... Ś.P. Brat Joka!
No i..., no i..., no i...

Ref.

Podaj mi dłoń i podaj mi ręke...
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i podaj mi dłoń i podaj mi ręke...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!

 

 

11. "PSYCHODELA"

Witaj skur..... człowieku, Ty stoisz nagi
Nagi Twój umysł wśród Pierwszej Bramy Do Świata Magii!
Dzień dobry stary, hokus - pokus, czary - mary
Nasz styl sprawia dziś, że już jesteś zaczarowany
Punkty magii, poziom mocy, sprawdzam czar i rzucam!
Błyskawicznie setki iskier wypuszcza ma
Różdżka na Ciebie
Ubiwszy-biwszy, czyżby?
Dźwięk jak każdy inny - niby
Jednak jesteś jakiś dziwny!
Przybliżyć? Jasne! To jest Twój pierwszy krok!
Otworzyłeś dziś stronnice Księgi Tajemniczej
To był szok!

Moje myśli, słowa są szalone
Me marzenia w kaftanie uwięzione
O kur.. mać, czy będą silne by sie niego wyrwać? O tak!
Psychodelik, psychodeliczny styl
On zaczyna być mną, ja zaczynam być nim!
O Jezus Maria, jak mnie to rajcuje
Poje... słowem myśli uwolnione!
Hej, człowieku, przemyśl to
Nasz szpital jest wolny, choć panuje tam tłok!
Jestem Macho - złodziej czasu
W mroku nocy, psychicznej niemocy
A czas tik, tik, tiki, tiki, tik, tak...
Tik, tik, tiki, tik, tiki, tik, tak!

To moja Pani stworzyła wiatr
Który pcha mnie do przodu na głębie oceanu!
Ja wierze mojej Pani, przestałem Wierzyć Panu
Ona dla mnie zatrzymała czas
Nie dostrzegłem tych lat, gdy stworzyła
Hardcore-psycho rap
Słona fala tekstu zalewa Ci mordę
W słońcu błyszczy miecz, ostatni wróg padł
Miecz i Magia, nie potrzebna mi jest tarcza
Mój styl - on nie zna obrony
Liczy sie atak, ostatni wróg padł
Narodził sie nowy! Ja go odnajdę!
Zakon Marii wkracza w tłum!
I sztrumf, sztrumf, misia bela
Misia, Kasia, komfacela
Misia a, misia be, misia Kasia kom-fa-ce...
Wypadło na Ciebie!

Psychodela, psychodeliczny styl
My walczymy dla niego, my walczymy wraz z nim! x4

Metr, metr po metrze, krok po kroku
Ponad Twoim zrozumieniem, twarzą w twarz
Z przeznaczeniem
Jajonasz - (Jajonasz na scenie)
Strażnik Bram wychodzi z mroku
I do boju! Sprawdź to, sprawdź MC
Jest czas, on nadszedł by zmierzyć sie
Spójrz na mą zbroje, przenosze
Tamten świat na ta stronę!
Błysk, dym! Brama stoi już otworem
Jestem gotów do walki! Pytasz czy nie brak mi odwagi
O nie!
Zakon Marii mknie jak rydwan po nieboskłonie
Sprawdź mój styl, Magiczna szkoła
Tajemnej Księgi pierwsza odsłona!
Nadszedł czas na skok w 97 rok!
Proszę o zbliżenie. Jajonasz na scenie, sprawdź to!

Psy-Psychodela wyłoniła sie nagle
Ja jestem Rahim, ja zostałem diabłem!
Me kły błyskają w mroku, wciągam powietrze
Już jestem w amoku!
Psychodela, ma Pani jedyna
Wdarła sie w dusze i coś tam zostawiła
Poczułem energie i wiedziałem, że musze
No właśnie!
Atak nastąpił błyskawicznie
Stworzyłem klimat mroku i zostałem mistrzem!
Ciemność ogarnęła nas
My jesteśmy Zakonem, my walczmy dla was!

Czy chcesz stanąć ze mną w szranki?
Dobądź miecza i do walki!
Niech Zakon osądzi, kto najlepszy jest!
Ten, kto pozna moc mej Magii
I psycho styl - on dodaje mi odwagi i władzy!
Bo gdy nadchodzi MM
Jesteś tutaj nikim, nikim, jesteś tutaj
Błe-o-błe-o-błędem!
Niech powącha mój miecz MC (i poczuje ciężar)
Który jest na dnie!
Dnie, dnie, gdzie, gdzie, gdzie to jest,
Gdzie to, to, ta...Aaaaa! Psychodela nie ma dna!

Ja B.U.C. też jestem szalony
Całuje dłoń mej Pani, całuje dłoń mej żony
Psychodela - tak brzmi jej imię
Tylko ona mnie podnieca, tylko dla niej żyje!
A czas tik, tiki, tik, tik, tiki, tak!
Nasza grupa jest coraz bardziej zgrana!
Przykuta do muru, w mroku zaczajona
Ten czas, on płynie szybko!
Pękną łańcuchy, zdobędziemy to wszystko
Co od dawna w mózgach mamy urojone!
Psychodelicznym stylem rozbijemy wasza zbroje!


 
 

 
 
 

 


 

nawijka : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293012345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

prezes | samotny-wedrowiec | grubebabsko | magda-stefan | respect | Mailing